Lubię ten moment, kiedy za oknem robi się ciemno, a w salonie można wreszcie odpocząć. Kubek herbaty, ciepły koc i spokojny wieczór to dla mnie najlepsza część jesieni. Oczywiście pod warunkiem, że nie trzeba co chwilę wstawać, poprawiać ognia i zaglądać do paleniska.
Przy rosnących kosztach ogrzewania coraz bardziej zwracamy też uwagę na to, ile opału zużywamy. Drewno kosztuje, trzeba je odpowiednio przechowywać, a później jeszcze regularnie czyścić kominek. Dlatego każdy sposób, który pozwala rozsądniej wykorzystać przygotowane polana, jest wart poznania. Zwłaszcza gdy nie wymaga kupowania żadnych dodatkowych urządzeń.
Zobacz także:
Mąż rozpalał kominek od dołu, tak jak robił to od lat. Ten popularny sposób może powodować więcej dymu
Tradycyjne rozpalanie kominka zwykle wygląda podobnie. Na dnie paleniska układa się papier lub podpałkę, na nich drobne szczapki, a wyżej większe kawałki drewna. Ogień pojawia się na samym dole i stopniowo obejmuje kolejne polana. Przez lata taki sposób wydawał mi się całkowicie naturalny. W końcu od dzieciństwa widywałam właśnie takie rozpalanie ogniska czy pieca. Problem polega jednak na tym, że w kominku nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie. A obecnie coraz chętniej sięgam po tę formę ogrzewania domu, bo pozwala nieco obniżyć rachunki.
Kiedy płomienie od razu ogrzewają dużą ilość drewna znajdującego się nad nimi, z polan zaczynają wydzielać się palne gazy. Nie wszystkie muszą ulec całkowitemu spaleniu. Część może wydostać się wraz z dymem, szczególnie gdy temperatura w palenisku jest zbyt niska lub brakuje odpowiedniej ilości powietrza. W efekcie możemy obserwować intensywniejsze dymienie, a na szybie z czasem pojawia się czarny osad. Zdarza się też, że ogień nie rozwija się tak równomiernie, jak byśmy chcieli. Nie oznacza to, że każdy kominek rozpalany od dołu będzie źle działał. Dużo zależy od konstrukcji urządzenia, rodzaju opału i dopływu powietrza. Warto jednak poznać alternatywną metodę, która może poprawić przebieg spalania.
fot. Adobe Stock | AlexMaster
Rozpalanie kominka od góry odwraca kolejność układania polan. Wystarczy zacząć od najgrubszego drewna
Rozwiązaniem wartym polecenia jest rozpalanie kominka od góry. Najważniejsza zmiana dotyczy miejsca, w którym pojawia się pierwszy płomień. Zamiast umieszczać podpałkę pod drewnem, przygotowujemy stos w odwrotnej kolejności. Na samym dole paleniska układamy największe, suche polana. Warto pozostawić między nimi trochę miejsca, aby powietrze mogło swobodnie przepływać. Na grubszych kawałkach umieszczamy cieńsze drewno, najlepiej poprzecznie względem dolnej warstwy.
Chcesz więcej domowych porad? To też warto sprawdzić: Odmierzam 5 kropelek na łyżeczce i hop do wiadra. Podłogi lśnią i pachną jak „giardino di limoni”
Na samej górze powinny znaleźć się drobne szczapki oraz podpałka przeznaczona do kominków. Ogień rozpalamy właśnie na wierzchu, a nie pod całym stosem. Dlaczego to ma znaczenie? Płomienie stopniowo przesuwają się w kierunku niższych warstw drewna. Uwalniane podczas ogrzewania polan gazy przechodzą przez gorącą strefę ognia, co sprzyja ich dopalaniu.
Dzięki temu proces może przebiegać spokojniej i bardziej równomiernie. Nie trzeba od razu dokładać kolejnych kawałków drewna tylko dlatego, że na początku chcemy uzyskać duży płomień. Trzeba jednak pamiętać, że metoda powinna być zgodna z instrukcją konkretnego kominka. Nie każde urządzenie ma identyczną konstrukcję, a podczas rozpalania konieczne jest zapewnienie odpowiedniego dopływu powietrza.
Czarna szyba kominka nie musi być codziennym problemem. Rozpalanie od góry może ograniczyć ilość sadzy
Jedną z najbardziej irytujących rzeczy podczas korzystania z kominka jest brudna szyba. Człowiek chce popatrzeć na płomienie, a zamiast tego widzi ciemny nalot, który z czasem coraz trudniej usunąć. Właśnie dlatego zainteresowała mnie metoda rozpalania od góry. Przy prawidłowym spalaniu może powstawać mniej dymu i sadzy, ponieważ część palnych gazów ma lepsze warunki do dopalenia. Nie oznacza to jednak, że szyba będzie zawsze idealnie czysta i nigdy nie pojawi się na niej sadza. Takiej gwarancji nie daje żaden sposób rozpalania. Na ilość zabrudzeń wpływają również wilgotność drewna, dopływ powietrza, temperatura spalania i stan instalacji kominowej.
Duże znaczenie ma zwłaszcza rodzaj opału. Mokre drewno trudniej się rozpala, a podczas spalania wytwarza więcej dymu i zanieczyszczeń. Dlatego warto używać dobrze wysuszonego drewna o parametrach zalecanych przez producenta kominka. Nie próbowałabym też przedłużać palenia przez niemal całkowite zamknięcie dopływu powietrza. Gdy drewno zaczyna się tlić zamiast prawidłowo spalać, może powstawać więcej sadzy i niebezpiecznych zanieczyszczeń. Zmiana sposobu rozpalania jest więc pomocna, ale nie zastąpi odpowiedniego opału i właściwej obsługi urządzenia.
Mniej dymu to szansa na lepsze wykorzystanie opału. Na tych zasadach nie warto jednak oszczędzać
Przy ogrzewaniu kominkiem łatwo skupić się wyłącznie na ilości spalanego drewna. Tymczasem ważne jest nie tylko to, ile polan wkładamy do paleniska, ale również w jakich warunkach się spalają. Gdy proces przebiega prawidłowo, można lepiej wykorzystać energię zawartą w drewnie. Rozpalanie od góry może w tym pomóc. Rzeczywisty efekt zależy od wielu czynników, w tym od sprawności samego urządzenia. Są też rzeczy, na których absolutnie nie próbowałabym oszczędzać. Pierwszą jest regularne czyszczenie przewodu kominowego. Nawet przy starannym rozpalaniu mogą gromadzić się w nim osady, dlatego nie wolno rezygnować z wymaganych kontroli i czyszczenia.
Drugą jest sprawna wentylacja. Kominek potrzebuje odpowiedniej ilości powietrza do spalania, a nieprawidłowe warunki mogą prowadzić do powstawania tlenku węgla. W domu z urządzeniem spalającym drewno warto mieć sprawny czujnik czadu i przestrzegać zaleceń producenta. Nie używałabym również przypadkowych materiałów do rozpalania. Malowane drewno, odpady czy niewłaściwe podpałki mogą wydzielać szkodliwe substancje i powodować dodatkowe zabrudzenia. Najbezpieczniej korzystać z opału i akcesoriów przeznaczonych do konkretnego kominka.

Obserwuj nas na Google







