Przez lata jesienią robiłam dokładnie to samo. Wyciągałam czarne botki, czarną torebkę i płaszcz w bezpiecznym kolorze, a później dziwiłam się, że moje zestawy wyglądają niemal identycznie. W końcu doszłam do wniosku, że nie potrzebuję kolejnej szafy pełnej ubrań. Czasami wystarczy jeden mocniejszy element, żeby stare jeansy, prosty sweter i ulubiona marynarka dostały zupełnie nowy charakter. W tym sezonie padło na panterkę.

Po czarne botki nawet nie zdążyłam sięgnąć, bo panterka od razu przyciągnęła mój wzrok. Sinsay zamienił klasyczny jesienny fason w znacznie odważniejsze buty

Botki w panterkę z Sinsay nie są propozycją dla kogoś, kto szuka butów niewidocznych na tle całej stylizacji. Wzór jest tutaj najważniejszy. Marka opisuje ten model jako botki w panterkę na suwak i właśnie w tej kategorii można znaleźć je obecnie w sklepie. Ja początkowo planowałam zakup zwyczajnych czarnych botków. Takich, które rano zakładam bez zastanowienia do jeansów, spódnicy albo sukienki. Kiedy jednak zobaczyłam panterkę, cały ten rozsądny plan przestał mnie przekonywać. Czarne buty już mam, a jesienna szafa zdecydowanie potrzebowała czegoś mniej przewidywalnego.

Zobacz także:

Najbardziej podoba mi się to, że wzór nie wymaga ode mnie kupowania nowych ubrań. Wręcz przeciwnie. Im prostsze rzeczy wyciągam z szafy, tym ciekawiej prezentują się same botki. Zakładam czarne spodnie, kremowy sweter i płaszcz. Całość jest spokojna, dopóki wzrok nie zejdzie niżej. Podobnie robię z jeansami. Prosty denim, biała koszula i panterkowe botki tworzą zestaw, którego nie muszę już poprawiać kolejnymi wzorami. Przy takim obuwiu mniej naprawdę działa na korzyść całej stylizacji.

fot. sinsay.pl

Koleżanka z Paryża od razu zwróciła uwagę na moje buty i zaczęła dopytywać o panterkę. Najbardziej zdziwiło ją, że znalazłam je właśnie w Sinsay

Mam koleżankę mieszkającą w Paryżu, z którą od czasu do czasu wymieniamy się zdjęciami naszych zakupowych znalezisk. Kiedy zobaczyła moje nowe botki, nie zaczęła od pytania o płaszcz ani torebkę. Od razu zainteresowały ją buty. Panterka zrobiła swoje. Gdy powiedziałam, że znalazłam je w Sinsay, reakcja była jeszcze ciekawsza. I przyznam, że trochę mnie to rozbawiło. Czasem szukamy inspiracji w stylizacjach z Paryża, Mediolanu czy Kopenhagi, a później okazuje się, że jeden wyrazisty dodatek znajduje się w sklepie, który mijamy przy okazji zwykłych zakupów.

Szukasz modowych inspiracji? To również warto sprawdzić: Lidl chyba robi sobie jaja. Skórzane botki w takiej cenie to jakiś błąd. Lepiej brać, bo rozmiary znikają w oka mgnieniu

Nie traktuję oczywiście panterki jako przepisu na francuski styl. Takie określenia brzmią ładnie, ale moda nie działa według jednej instrukcji. Dla mnie znacznie ciekawsze jest wykorzystanie tego wzoru jako pojedynczego akcentu. Wtedy nie wygląda kostiumowo i nie konkuruje z resztą stroju. Do botków nie dokładam panterkowej torebki, paska i apaszki. Wybieram jeden zwierzęcy print i na tym kończę. Dzięki temu mogę założyć je nawet do rzeczy, które do tej pory uważałam za trochę zbyt zwyczajne.

Panterkę łączę z czernią, jeansem i spokojnymi beżami. Jeden mocny wzór wystarcza mi za kilka dodatkowych ozdób

Pierwsze zestawienie jest najprostsze. Czarne spodnie, czarny golf, camelowy płaszcz i panterkowe botki. W takim wydaniu buty grają pierwszą rolę, a cała reszta pozostaje spokojnym tłem. Nie dokładam nawet dużej biżuterii. Drugi zestaw lubiję eszcze bardziej. Biorę klasyczne niebieskie jeansy, wkładam prostą białą albo kremową koszulę i narzucam marynarkę. Z czarnymi botkami byłaby to bezpieczna codzienna stylizacja. Panterka dodaje jej trochę charakteru bez zmieniania całej garderoby.

Jesienią wykorzystuję również brązy. Czekoladowy sweter, ciemne jeansy i zwierzęcy wzór dobrze ze sobą współgrają, bo kolory nawiązują do siebie, ale nie są identyczne. Nie próbuję przy tym dopasować każdego odcienia z dokładnością do próbki farby. Stylizacja wygląda naturalniej, kiedy poszczególne brązy trochę się różnią. Botki mają zapięcie na suwak, co przy takim codziennym modelu jest po prostu praktycznym rozwiązaniem. Sinsay umieszcza ten model także w swojej kategorii butów na obcasie, więc fason łączy wyrazisty print z bardziej kobiecą linią. Panterka ma jeszcze jedną zaletę. Dobrze współpracuje z jesienną paletą. Beże, karmel, czerń, krem i denim mam już w szafie, dlatego nie tworzę specjalnie dla tych butów nowych zestawów. Po prostu podmieniam obuwie.

Drapieżny print nie oznacza, że cała stylizacja musi być odważna. Botki w panterkę z Sinsay noszę dokładnie tak, jak wcześniej czarne

Kiedyś podchodziłam do zwierzęcych wzorów ostrożniej. Wydawało mi się, że wymagają specjalnej okazji albo bardzo przemyślanego stroju. Teraz robię odwrotnie. Traktuję panterkę niemal jak neutralny dodatek, ale pozwalam jej zostać najmocniejszym punktem zestawu. Dlatego zakładam te botki również do zwyczajnego płaszcza i jeansów. Nie potrzebuję wieczornego wyjścia ani eleganckiej sukienki. To właśnie codzienne stylizacje najbardziej zyskują na takim małym przełamaniu.

Oczywiście panterka nie jest dla każdego. Osoba, która najlepiej czuje się w całkowicie spokojnych zestawach, nadal częściej sięgnie po czerń albo brąz. Ja jednak po kilku sezonach bezpiecznych wyborów miałam ochotę na zmianę, która nie wymaga wymiany połowy garderoby. I tu wracam do mojego pierwotnego planu zakupowego. Miałam wrócić do domu z kolejną parą czarnych botków. Wróciłam z panterką, która ożywia ubrania wiszące w mojej szafie od kilku lat. A gdy koleżanka z Paryża zaczęła dopytywać, gdzie je znalazłam, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że czasami warto odejść od swojej bezpiecznej listy zakupów.