Lubię od czasu do czasu coś zmienić w mieszkaniu. Czasami wystarczą nowe zasłony, innym razem wymieniam dodatki albo przestawiam meble. Z łazienką jest jednak trudniej. Nie da się przecież tak po prostu przesunąć wanny czy wymienić płytek, kiedy znudzi nam się ich kolor. Na szczęście coraz więcej sklepów proponuje rozwiązania, które pozwalają odświeżyć wnętrze bez wielkiego remontu. Jedną z propozycji, na którą skusiłam się w Sinsay, jest dostępna za jedyne 29,99 zł.
WIDEO…
Naoglądałam się łazienek z Pinteresta i zapragnęłam nowych kafelków. Budżet szybko sprowadził mnie na ziemię
Przyznaję, że Pinterest potrafi być niebezpieczny dla mojego portfela. Wystarczyło kilka inspiracji, żebym zapragnęła łazienki zupełnie innej niż ta, którą mam od lat. Najbardziej spodobały mi się wnętrza z ciemnozielonymi płytkami, złotymi dodatkami i jasną ceramiką. Wyglądały elegancko, ale jednocześnie bardzo przytulnie. Szczególnie zachwyciły mnie marokańskie płytki zellige, które mają charakterystyczną, nieco nieregularną powierzchnię i pięknie odbijają światło.
Spojrzałam na swoje stare kafelki i od razu zaczęłam wyobrażać sobie, jak wyglądałyby po takiej metamorfozie. Problem w tym, że wymiana płytek oznacza znacznie więcej niż zakup nowej okładziny. Trzeba zapłacić za skuwanie, przygotowanie ścian, materiały i pracę fachowca. Do tego dochodzi kurz, hałas i kilka dni, a czasem nawet tygodni utrudnień. Nie miałam ani pieniędzy, ani ochoty na takie zamieszanie.
Zaczęłam więc szukać czegoś, co pozwoli mi zmienić wygląd ściany bez ruszania starych kafli. Rozważałam farby do płytek, ale zależało mi na rozwiązaniu, które mogłabym zastosować samodzielnie i bez większych przygotowań. Wtedy trafiłam na samoprzylepne płytki ścienne z Sinsay. Ich wygląd od razu skojarzył mi się z aranżacjami, które wcześniej zapisywałam na Pintereście.
Samoprzylepne płytki z Sinsay kosztują 29,99 zł. Butelkowa zieleń przypomina modne marokańskie zellige
Na stronie Sinsay znalazłam zestaw czterech samoprzylepnych płytek ściennych za 29,99 zł. Każda ma wymiary 30 × 30 cm, więc cały komplet pozwala pokryć powierzchnię około 0,36 m². Największą zaletą jest dla mnie ich wygląd. Płytki mają kolor butelkowej zieleni i wzór przypominający niewielkie, podłużne kafelki z jasnymi fugami. Ich kształt oraz zróżnicowane odcienie zieleni przywodzą na myśl popularne marokańskie zellige.
Właśnie taki efekt chciałam uzyskać w swojej łazience. Ciemna zieleń świetnie komponuje się z białą umywalką, jasnym blatem i złotymi lub mosiężnymi dodatkami.
Naklejki wykonano z poliestru i poliuretanu. Są samoprzylepne i przeznaczone do dekorowania ścian, między innymi w kuchni oraz łazience. Nie wymagają więc kupowania kleju do tradycyjnych kafelków. Na stronie sklepu produkt oznaczono jednak jako dostępny w ostatnich sztukach. Oferta Nie warto więc zwlekać z zakupem zbyt długo.
Naklejki na stare kafelki można przykleić samodzielnie. Kilka prostych kroków pozwoli uniknąć krzywego wzoru
Najbardziej podoba mi się to, że do takiej metamorfozy nie trzeba organizować ekipy remontowej. Trzeba jednak dobrze przygotować podłoże, bo nawet najładniejsza naklejka nie będzie wyglądała estetycznie na brudnej lub nierównej ścianie.
Zaczęłabym od dokładnego umycia starych płytek. Należy usunąć kurz, tłuszcz, osad z kosmetyków i pozostałości środków czyszczących. Potem powierzchnię trzeba odtłuścić preparatem odpowiednim do danego podłoża i pozostawić do całkowitego wyschnięcia. Następnie sprawdziłabym stan kafelków. Jeśli któryś jest luźny, popękany albo odstaje od ściany, najpierw trzeba rozwiązać ten problem. Naklejki nie naprawią uszkodzonej okładziny.
Kolejny krok to rozplanowanie wzoru. Przed odklejeniem papieru zabezpieczającego ułożyłabym wszystkie elementy na sucho i sprawdziła, jak będą wyglądały obok siebie. Dzięki temu łatwiej uniknąć sytuacji, w której przy końcu ściany zostanie wąski, nieestetyczny pasek.
Przyklejanie najlepiej zacząć od dobrze wyznaczonej linii. Pomocna będzie poziomica. Papier ochronny warto odrywać stopniowo, jednocześnie wygładzając powierzchnię dłonią przez czystą ściereczkę. Tak można ograniczyć powstawanie pęcherzyków powietrza. Ewentualne docinanie należy wykonać zgodnie z zaleceniami producenta, najlepiej na zabezpieczonym blacie.
To również może cię zainteresować: Szefowa firmy sprzątającej zdradziła, czym „dopieszcza” okna. Kupuje to w Action za 2,49 zł, a szyby lśnią bez kropli detergentu
Na koniec pozostaje już tylko dopasowanie dodatków. Ja postawiłabym na jasne ręczniki, prostą mydelniczkę i niewielką roślinę w doniczce. Butelkowa zieleń jest na tyle wyrazista, że nie potrzebuje wielu ozdób.