Przyznam, że żelazko od zawsze było jednym z tych sprzętów, po które sięgałam z największą niechęcią. Prasowanie odkładałam na wieczór, potem na weekend, aż w końcu góra ubrań zaczynała zasłaniać fotel obok szafy. Kiedy zaczęłam szukać sposobu, żeby ograniczyć tę przykrą czynność, obok zaleceń kupna stacji parowej czy suszarki bębnowej trafiłam na tak prostą poradę, że myślałam, że to żart. Ale spróbowałam i nie zawiodłam się. Deska się kurzy, a ja mam czas na milsze zajęcia.
Mokre włókna są bardziej podatne. Można nadać im pożądany kształt
Ten banalny trik to... wieszanie prania zaraz po wyjęciu z pralki, a najlepiej zaraz po zakończeniu cyklu. Wilgotny materiał zaczyna się gnieść jeszcze w maszynie, dlatego szybkie wyciągnięcie odzieży przerywa powstawanie nowych zagnieceń. Ale to nie wszystko. Każdą bluzkę, koszulkę czy sukienkę trzeba energicznie strzepnąć, a potem dokładnie wygładzić dłońmi. Prostuję rękawy, poprawiam szwy boczne, ściągacze, kołnierzyk i dół ubrania. Dopiero wtedy rozwieszam je do wyschnięcia, ale tak, by żadna rzecz nie była zagnieciona – musi równiuteńko wisieć na sznurze.
Zobacz także:
Czemu działa? Wyjaśnienie jest proste. Mokre włókna są znacznie bardziej podatne na zmianę kształtu niż suche. Jeśli materiał zostanie na mokro maksymalnie rozprostowany, podczas schnięcia utrwali odpowiedni kształt. Kiedy natomiast zgnieciona koszulka przeleży godzinę w pralce, drugą godzinę w koszu, a potem byle jak się ją powiesi, to nie ma siły – trzeba prasować. Co więcej, podczas rozwieszania ubrań warto niektóre rzeczy powiesić tak, żeby maksymalnie dociążyć materiał i pozwolić włóknom się rozprostować. Spodnie czy bluzy przypinam więc klamerkami za dół nogawek lub ściągacz. Z koszulkami tego jednak nie polecam, bo cienka bawełna może się brzydko porozciągać.
Fot. Adobe Stock / Lena Ivanova
Dzianiny są wdzięczne. Miękka struktura sprawia, że same się prasują
Dzianiny są rodzajem materiału zbudowanego z przeplatających się ze sobą nici w taki sposób, że powstała struktura jest elastyczna i pracuje. Dlatego są bardziej miękkie niż tkanina i lepiej dopasowują się do ciała. Z dzianin szyje się większość T-shirtów, longsleeve'ów, bluz, cienkich swetrów, piżam czy sukienek. Ta charakterystyczna budowa sprawia, że dzianiny bardzo dobrze reagują na wygładzanie dłońmi. Kiedy jeszcze są lekko wilgotne, wystarczy kilka razy przeciągnąć ręką po materiale, żeby rozprostować drobne zagniecenia.
Po wyschnięciu dzianinowej odzieży nie wieszam jej na wieszakach, tylko starannie składam i odkładam na półkę. Struktura tych włókien często rozprostowuje się jeszcze bardziej pod własnym ciężarem podczas leżenia w szafie. Następnego dnia koszulka wygląda zdecydowanie lepiej niż w chwili składania. Moja koleżanka ma jeszcze jeden myk – wieczorami gra na komputerze, siedząc na... stercie koszulek. Działa? Działa!
Przeczytaj także: Moje firany wyglądają jak nówki, choć wiszą już trzeci sezon. Stosuję zasady teściowej i nie muszę ich wymieniać
Swetry są bardziej wymagające. Traktuję je delikatnie
Swetry wymagają trochę innego traktowania niż cienkie bluzki czy T-shirty. Wełna merino, kaszmir, alpaka, moher czy sztuczne włókna swetrowe, takie jak akryl, po praniu stają się cięższe, ponieważ chłoną sporo wody. Powieszenie mokrego swetra na wieszaku zwykle kończy się zniszczeniem odzieży, która rozciąga się i deformuje. Zdecydowanie lepiej rozłożyć go na grubym ręczniku, delikatnie nadać odpowiedni kształt rękami i pozostawić do naturalnego wyschnięcia na płasko.
Znaczenie ma także sposób pozbywania się nadmiaru wody. Zamiast mocno wykręcać sweter, lepiej zawinąć go w suchy ręcznik i lekko docisnąć. Dzięki temu włókna nie ulegają uszkodzeniu ani filcowaniu. Po wyschnięciu sweter warto jeszcze strzepnąć, pougniatać dłońmi i złożyć. Tak traktowany będzie miękki, puszysty i zachowa swój fason.
Czasem będzie trzeba żelazko wyciągnąć. Ale ja robię to rzadko
Nie ma się jednak co czarować – wizytowe sukienki, spodnie z kantem czy klasyczne koszule nadal najlepiej będą wyglądać po prasowaniu. Jeśli jednak, tak jak ja, nie nosisz takich wymagających ubrań zbyt często, możesz pożegnać się z żelazkiem. Znaczenie ma też sposób prania. Staram się nie przeładowywać pralki, bo ubrania potrzebują miejsca, żeby swobodnie obracać się podczas cyklu. Bawełnę wiruję maksymalnie na 1000 obrotów na minutę, a przy delikatniejszych tkaninach wybieram wirowanie z prędkością 600–800. Wyższe obroty skuteczniej usuwają wodę, ale jednocześnie mocniej zgniatają materiał. Kilka trików i naprawdę żelazko wyciągam od wielkiego dzwonu – właściwie tylko wtedy, gdy czeka mnie ważne spotkanie czy rodzinna uroczystość. Reszta garderoby wygląda dobrze i schludnie, a ja zaoszczędzony czas mogę przeznaczyć na milsze rzeczy niż prasowanie.
Obserwuj nas na Google







