Arabskie perfumy już od dłuższego czasu cieszą się ogromną popularnością i wcale mnie to nie dziwi. Wiele kobiet sięga po nie ze względu na ciekawe, intensywne kompozycje i bardzo dobrą trwałość, a ceny często są naprawdę przystępne. Sama przyznaję, że mam do nich słabość i chętnie poznaję kolejne zapachy. Szczególnie jesienią szukam czegoś cieplejszego, słodszego i bardziej otulającego. Tym razem na jeden konkretny zapach namówiła mnie znajoma.

Arabskie perfumy znalazłam najpierw w Rossmannie. Znajoma mi je poleciła

Moja znajoma ma prawdziwego fioła na punkcie arabskich perfum. Ma już sporą kolekcję i co jakiś czas podsyła mi coś, co jej zdaniem warto powąchać. Ostatnio poleciła mi wodę perfumowaną Jawhara Sweet Dates i powiedziała, że znajdę ją w Rossmannie. Oczywiście od razu weszłam na stronę drogerii, żeby sprawdzić szczegóły.

Zobacz także:

Sweet Dates to woda perfumowana unisex, więc może być używana zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Flakon ma sporą pojemność 100 ml, co przy perfumach używanych na co dzień jest dla mnie dużym plusem. To orientalna kompozycja inspirowana arabskimi deserami, a właśnie czegoś w takim klimacie szukałam na jesień.

W Rossmannie 100 ml kosztuje 89,99 zł. Nie jest to może cena, przy której od razu zamknęłabym stronę, ale pomyślałam, że przed zakupem warto jeszcze sprawdzić inne drogerie. Arabskie perfumy potrafią mocno różnić się cenami w zależności od miejsca, więc wpisałam nazwę w wyszukiwarkę. Dobrze, że nie kliknęłam od razu „dodaj do koszyka”, bo dokładnie ten sam zapach znalazłam znacznie taniej.

fot. rossmann.pl

Perfumy z bursztynem w Naturze kosztują sporo mniej. Psikam rano, a wieczorem nadal je czuję

Jawhara Sweet Dates znalazłam również w Naturze. Dokładnie ten sam zapach i taka sama pojemność 100 ml kosztują tam 49,99 zł. Różnica między drogeriami wynosi więc aż 40 zł. Przy identycznym produkcie nie miałam nad czym długo się zastanawiać i swoje perfumy kupiłam właśnie w Naturze.

Po pierwszych testach praktycznie od razu trafiły do grona moich jesiennych ulubieńców. Mają w sobie dokładnie to, czego szukam w perfumach na tę porę roku. Są ciepłe, słodkie, głębokie i otulające, dlatego zdecydowanie częściej widzę je u siebie jesienią niż podczas gorącego lata. Mam już przeczucie, że przez najbliższe miesiące będę sięgała po ten flakon bardzo często.

fot. drogerienatura.pl

Najbardziej obawiałam się trwałości. Przy cenie 49,99 zł spodziewałam się raczej zapachu, który po kilku godzinach trzeba będzie poprawiać. U mnie wygląda to zupełnie inaczej. Wystarczy, że psiknę się Sweet Dates rano, a zapach czuję na sobie przez cały dzień. Na ubraniach utrzymuje się jeszcze dłużej.

Sam flakon również bardzo mi się podoba. Ma ciepły, bursztynowo złoty kolor, czarną etykietę i złote detale. Jego geometryczna forma oraz ozdobne zamknięcie od razu kojarzą mi się z arabskimi perfumami. Wygląda elegancko i zdecydowanie drożej, niż wskazywałaby cena, którą za niego zapłaciłam.

Perfumy perfumami, ale na jesień warto również poszukać otulających ubrań. Action ma perełkę. Zobacz: Zmarzluchu, łap 35 zł i leć do Action. Ten polarek włożysz pod kurtkę i po domu. Mięciutki jak wata cukrowa

Jawhara Sweet Dates pachnie maliną, wanilią i daktylami. Karmelizowana ambra nadaje mu ciepłe wykończenie

Najbardziej podoba mi się jednak sama kompozycja Sweet Dates. To zapach z rodziny owocowo-bursztynowej, w którym sporo się dzieje. Jest słodko, ciepło i apetycznie, ale pojawiają się też nuty drzewne i bardziej ziemiste, dzięki którym całość nie sprowadza się wyłącznie do waniliowej słodyczy.

Na początku najmocniej wyczuwalne są malina, wanilia oraz esencja z amyrisu. Malina wnosi soczysty, owocowy akcent, natomiast wanilia od razu kieruje zapach w cieplejszą i słodszą stronę. To otwarcie bardzo szybko zwróciło moją uwagę, ale po chwili kompozycja zaczyna robić się znacznie ciekawsza.

W sercu pojawiają się daktyle Medjool, paczula oraz esencja z indyjskiej davany. Daktylowy akord idealnie pasuje do nazwy Sweet Dates i odpowiada za charakterystyczną słodycz inspirowaną arabskimi deserami. Paczula przełamuje ją bardziej ziemistym tonem, dzięki czemu zapach nabiera głębi.

Całość dopełnia aksamitna, bardziej wyrafinowana baza. Pojawiają się w niej drzewo cedrowe, w tym esencja Virginia, oraz karmelizowany akord bursztynu, który nadaje zapachowi ciepłe i otulające wykończenie. Na mojej skórze rozwija się przez wiele godzin i z czasem robi się bardziej miękki.