Na balkonie od dawna używam lamp solarnych, bo nie wymagają podłączenia do prądu i można je rozwiesić właściwie w dowolnym miejscu. W mieszkaniu szukałam podobnego rozwiązania, ale zależało mi na czymś delikatniejszym i bardziej dekoracyjnym. Nie chciałam kolejnej lampy stojącej ani przewodu ciągnącego się przez pół pokoju. Lubię dodatki, które można szybko przenieść, schować albo wykorzystać w nowej aranżacji. Tym razem znalazłam coś, co spełnia wszystkie te warunki i kosztuje mniej niż obiad na mieście.
Wśród nowości leżał niepozorny łańcuch. Za 18 zł dostałam 10 świecących kul
Wieczorne oświetlenie salonu długo było u mnie kwestią przypadku. Albo włączałam główną lampę, która dawała zbyt mocne światło, albo siedziałam przy niewielkiej lampce ustawionej w rogu pokoju. Podczas wizyty w KiK dostrzegłam na półce łańcuch LED z dziesięcioma bawełnianymi kulami w pastelowych kolorach. Kosztował 18 zł i był złożony z 10 kulek o średnicy 5 cm na łańcuchu długim na 165 cm. Każda kulka skrywa jedną diodę LED. Światło jest ciepłe, dlatego nie męczy wzroku i nie dominuje w pomieszczeniu. Nie zastąpi lampy do czytania ani oświetlenia roboczego, ale bardzo dobrze sprawdza się jako dodatkowy punkt.
Zobacz także:
Kolorystyka także mi odpowiada. Liliowe i szare kule są delikatne, więc dobrze wyglądają przy białych meblach, jasnym drewnie, beżowych tekstyliach i prostych dodatkach. Doceniam też zasilanie na dwie baterie AA. Baterii nie ma w zestawie, ale ich brak nie jest problemem, bo w KiK można je także kupić w atrakcyjnej cenie. Ważniejsze jest to, że łańcucha nie trzeba układać blisko gniazdka. Mogę zawiesić go na regale, położyć na komodzie albo opleść nim lustro bez szukania przedłużacza. Pojemnik na baterie warto ukryć za książkami, ramką ze zdjęciem lub doniczką. Wtedy nie zaburzy aranżacji.
Fot. kik.pl
Jeden łańcuch, kilka inspiracji. Cotton balls można wykorzystać w różnych aranżacjach
Cotton balls kojarzą się wielu osobom z girlandą rozwieszoną nad łóżkiem albo w pokoju dziecka. Ja nie chciałam mocować haczyków ani przyklejać przewodu do ściany. Ułożyłam więc lampki luźno na komodzie, pomiędzy książkami, ceramicznym wazonem i niewielką rośliną. Ten sposób to dobry trik na dekorację ciemnego mebla. Łańcuch ma elastyczny przewód, dlatego można poprowadzić go pomiędzy przedmiotami i częściowo ukryć.
Czytaj też: To nie kolejne solary czy latarenki. Za 12 zł w Pepco zrobiłam w ogrodzie magiczny efekt po zmroku
Lampki dobrze prezentują się także na otwartej półce z książkami. Można położyć po jednej kuli na kilku poziomach regału, a pozostałą część przewodu poprowadzić z tyłu. W sypialni sprawdzą się przy zagłówku, pod warunkiem że przewód zostanie stabilnie zamocowany i nie będzie przeszkadzał podczas snu. Innym pomysłem jest ułożenie całego łańcucha w dużym szklanym wazonie. W takim zastosowaniu światło skupia się w jednym punkcie i przypomina dekoracyjną lampkę. Trzeba tylko pozostawić łatwy dostęp do włącznika oraz pojemnika na baterie.
Cotton balls można też wykorzystać podczas dekorowania stołu. Wystarczy ułożyć je wzdłuż środka stołu, między wazonami albo niewielkimi dekoracjami. Nie kładę ich jednak bezpośrednio obok naczyń z gorącym jedzeniem ani przy zapalonych świecach. Bawełniane kule powinny być oddalone od płomienia, źródeł ciepła i miejsc narażonych na zalanie. Po posiłku mogę zwinąć łańcuch i ponownie położyć go na komodzie.
Nie tylko na sezon. Pasują do jasnego drewna, szkła i ceramiki
Łańcuch dobrze komponuje się z wnętrzami urządzonymi w stylu skandynawskim. Pasuje także do prostych aranżacji z dużą ilością bieli, naturalnego drewna i jasnych tkanin. Przy ciemniejszych meblach tworzy wyraźniejszy kontrast - świetnie wyglądać będzie na czarnej półce, granatowej komodzie albo przy grafitowym zagłówku. Lampki mogą być głównym akcentem na komodzie.
Zwykłe diody LED często są widoczne jako ostre punkty, natomiast tutaj znajduje się wokół nich cienka osłona. Bawełniana struktura kul zmiękcza światło, które przechodząc przez splecione włókna, wygląda delikatniej. Lubię ten sposób oświetlenia podczas oglądania serialu albo słuchania muzyki. Główna lampa może pozostać wyłączona, a salon nie tonie w całkowitej ciemności. To także praktyczne rozwiązanie wtedy, gdy jedna osoba chce odpocząć przy łagodnym świetle, a druga korzysta z mocniejszej lampki do czytania.
Model z KiK ma timer działający w cyklu 6/18 godzin. Po włączeniu lampki świecą przez sześć godzin, a następnie wyłączają się na osiemnaście. Kolejnego dnia powinny włączyć się o zbliżonej porze. To rozwiązanie ma ogromną zaletę: lampek nie trzeba codziennie uruchamiać i oszczędza się baterie. Za 18 zł dostałam dodatek, który zrobił mi w domu po prostu piękniej. Kiedy wieczorem wyłączam górne światło, pastelowe kule tworzą na komodzie niewielkie punkty ciepłego blasku. Wtedy wystarczy herbata, książka albo odcinek ulubionego serialu i można prawdziwie odpocząć.
Obserwuj nas na Google







