Mam słabość do światła świec, szczególnie kiedy po południu szybko robi się ciemno. Zamiast zapalać dużą lampę, wolę zostawić w salonie kilka mniejszych punktów światła. Od razu robi się spokojniej i przyjemniej, nawet gdy za oknem pada i wieje. Nie potrzebuję przy tym wielu ozdób. Dobrze dobrany lampion, miękki koc i filiżanka czegoś ciepłego wystarczają mi bardziej niż cała kolekcja sezonowych dekoracji.
Lampion z Sinsay kosztuje 25,99 zł. Szklany klosz i smukła czarna oprawa wyglądają bardzo elegancko
W Sinsay wypatrzyłam lampion za 25,99 zł i od razu zwróciłam uwagę na jego nietypową formę. Nie przypomina klasycznych latarenek z grubymi ramkami i czterema szklanymi ściankami. Tutaj najważniejszy jest wysoki, przezroczysty klosz. Otacza go bardzo oszczędna czarna konstrukcja, która nie zasłania znajdującej się wewnątrz świecy. Na górze znajduje się charakterystyczny okrągły uchwyt. Ten niewielki detal sprawia, że całość nabiera bardziej dekoracyjnego wyglądu. Mnie kojarzy się trochę z lampionami, które można zobaczyć na stolikach w eleganckiej restauracji albo w kameralnym hotelowym SPA.
Zobacz także:
Podoba mi się również połączenie czerni i przezroczystego szkła. Nie narzuca ono konkretnej kolorystyki całemu pomieszczeniu. U mnie taki lampion pasuje zarówno do jasnych mebli, jak i drewna, beżowych tkanin czy mocniejszych jesiennych brązów. Nie potrzebuję kupować do niego kolejnych dodatków tylko po to, żeby wszystko zaczęło ze sobą współgrać.
fot. sinsay.pl
Świeca za szkłem wygląda zupełnie inaczej niż w zwykłym świeczniku. Wieczorem właśnie ten prosty efekt robi klimat
Najciekawiej lampion prezentuje się ze świecą ustawioną wewnątrz klosza. Przezroczyste szkło pozostawia płomień dobrze widoczny, a czarne elementy tworzą wokół niego delikatną oprawę. Właśnie dlatego nie potrzebuję już wzorów, napisów ani dodatkowych ornamentów. Postawię go na komodzie albo bocznym stoliku przy kanapie. Widzę go również na szerokim parapecie, szczególnie obok jasnej ceramiki i kilku książek. Na zdjęciu aranżacyjnym zestawiono lampion z jasną, rzeźbiarską dekoracją. To dobre podpowiedzenie, bo pokazuje, że nie trzeba otaczać go typowo jesiennymi drobiazgami.
Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też warto sprawdzić: Tańczący płomień bez ognia, rozsypane liście i klimat jak z górskiego pensjonatu. W Dino wyhaczyłam latarenkę w śmiesznej cenie
Sama jesienią połączyłabym go z czymś naturalnym. Kilka kasztanów w miseczce, gałązka przyniesiona ze spaceru albo niewielki wazon z suszonymi trawami w zupełności wystarczą. Dzięki temu robi się przytulnie, ale salon nadal wygląda lekko. Podoba mi się też możliwość wykorzystania wysokiej świecy. Jej jasny kolor mocno odcina się od czarnej podstawy i oprawy, więc całość nabiera eleganckiego charakteru. To właśnie takie proste zestawienia najbardziej mi odpowiadają. Nie wyglądają jak dekoracja przygotowana specjalnie na jeden miesiąc.
Nie ma na nim ani jednego jesiennego motywu. Właśnie dlatego zostawię go na komodzie znacznie dłużej
Przy sezonowych zakupach coraz częściej zadaję sobie pytanie, co zrobię z daną rzeczą za dwa albo trzy miesiące. Dynia jest urocza we wrześniu i październiku, ale w styczniu raczej nie chcę już oglądać jej na komodzie. Tutaj tego problemu nie mam. Lampion nie ma liści, żołędzi, dyni ani napisów związanych z jesienią. Jego charakter zmienia się w zależności od tego, co ustawię wokół. Teraz mogą to być ciepłe brązy i naturalne dodatki. W grudniu dołożę zieloną gałązkę i kilka drobnych świątecznych ozdób. Po świętach wszystko zdejmę, a sam lampion nadal będzie wyglądał na swoim miejscu.
To szczególnie dobre rozwiązanie w niewielkim mieszkaniu. Sama nie mam ochoty przechowywać kilku pudeł dekoracji na każdą porę roku. Wolę kupić jedną rzecz i zmieniać tylko jej otoczenie. Przy tak neutralnym wzornictwie jest to naprawdę łatwe. Czarna konstrukcja daje też ciekawy kontrast przy jasnych ścianach. Z kolei w ciemniejszym wnętrzu szkło i światło świecy wychodzą na pierwszy plan. Dzięki temu lampion nie potrzebuje specjalnie przygotowanego miejsca, żeby dobrze się prezentować.
Na stole wygląda jak dekoracja z kameralnej restauracji. Na komodzie wystarczy mu odrobina wolnej przestrzeni
Ten model wykorzystałabym również podczas kolacji. Zamiast kilku małych świeczników można postawić jeden lampion i wokół niego zostawić więcej wolnego miejsca. Jego wysoka, smukła forma sama przyciąga wzrok, dlatego nie dokładałabym już wielu dekoracji. Na komodzie zrobiłabym podobnie. Lampion, niewielki wazon i może jedna misa wystarczą. Przy takiej konstrukcji nadmiar drobiazgów odebrałby jej lekkość. Szczególnie podoba mi się cień rzucany przez okrągły uchwyt i metalową oprawę. Przy zapalonej świecy nawet ściana za lampionem staje się częścią aranżacji.
Właśnie w tym widzę największą przewagę nad zwykłym świecznikiem. Nie chodzi wyłącznie o miejsce na świecę. Lampion sam wygląda jak gotowa dekoracja, nawet zanim pojawi się w nim płomień. Za 25,99 zł dostaję więc dodatek, którego nie muszę chować wraz z końcem jesieni. Teraz robi mi przyjemny klimat podczas coraz dłuższych wieczorów, później dopasuję go do zimowych dekoracji, a wiosną zostawię zupełnie bez sezonowej oprawy. I właśnie takie rzeczy lubię najbardziej. Proste, ale nie nudne, dekoracyjne, ale bez przesady.

Obserwuj nas na Google







