W moim domu kuchnia pracuje niemal codziennie. Rano gotuję wodę, po południu przygotowuję zupę albo ziemniaki, a wieczorem często coś podgrzewam. Niby każda z tych czynności trwa tylko chwilę, ale przez cały miesiąc zbiera się z tego sporo czasu przy włączonym palniku. Lubię oszczędzać, jednak nie zamierzam rezygnować z domowych obiadów. Nie mam też ochoty wymieniać wszystkich garnków na drogie modele reklamowane jako energooszczędne. Znacznie bardziej przekonują mnie rozwiązania, które mogę zastosować od razu. Szczególnie gdy wystarczy zmienić jeden przyzwyczajony ruch ręką.

Mały garnek i wielki płomień to kiepskie połączenie. Tak nieświadomie marnujemy gaz podczas gotowania

Najważniejszy szczegół dotyczy dopasowania wielkości palnika do dna garnka. Sama przez lata nie zwracałam na to większej uwagi, choć moja babcia robiła tak zawsze. Stawiałam rondelek tam, gdzie akurat było wolne miejsce, i odkręcałam gaz. Tymczasem mały garnek ustawiony na dużym palniku wcale nie musi oznaczać szybszego gotowania. Szczególnie gdy płomienie wychodzą poza jego dno i zaczynają ogrzewać boczne ścianki. Część energii trafia wtedy do otoczenia zamiast skutecznie podgrzewać jedzenie. Można więc zużywać więcej gazu, nie zyskując przy tym oczekiwanego efektu.

Zobacz także:

Najprostsza zasada jest taka, żeby płomień nie wychodził poza krawędzie dna garnka. Nie musi sięgać wysoko po jego bokach. Wystarczy odpowiednio dobrać palnik, a w razie potrzeby lekko przykręcić kurek.

Przy niewielkim rondelku, w którym podgrzewam sos albo mleko, wybrałabym mniejszy palnik. Do dużego garnka z zupą można wykorzystać odpowiednio większy. Nie oznacza to jednak, że każde naczynie powinno stać na najmniejszym palniku. Bardzo szeroki garnek ustawiony nad niewielkim płomieniem może nagrzewać się nierównomiernie. Szczególnie przy cienkim dnie łatwo wtedy przypalić potrawę pośrodku. Chodzi więc nie o maksymalne ograniczanie ognia, lecz o jego rozsądne dopasowanie do naczynia.

fot. Adobe Stock | Alexey

Woda już się zagotowała, a palnik nadal pracuje na maksimum. Ten nawyk warto zmienić

Drugi błąd często pojawia się podczas gotowania ziemniaków, ryżu i makaronu. Odkręcamy gaz, czekamy na zagotowanie wody, a później zostawiamy równie duży płomień do końca. Sama doskonale znam ten odruch. Kiedy przygotowuję kilka rzeczy jednocześnie, łatwo zapomnieć o zmniejszeniu ognia. Tymczasem po zagotowaniu wielu potrawom wystarczy spokojne wrzenie. Woda nie musi gwałtownie bulgotać i pryskać na kuchenkę, żeby ziemniaki się ugotowały.

Szukasz praktycznych porad? To też warto sprawdzić: Znajoma ogrodniczka poleciła mi te kwiaty na grób. Piękne, a odporne na mróz. Symbolizują pamięć, a ich nazwa oznacza gwiazdę

Przy ryżu szczególnie ważne jest dostosowanie temperatury do przepisu. Zbyt intensywne gotowanie może sprawić, że woda odparuje za szybko, a zawartość garnka zacznie przywierać do dna. Warto również korzystać z pokrywki. Przykryty garnek zatrzymuje więcej ciepła i pary wodnej, dzięki czemu woda zwykle szybciej osiąga temperaturę wrzenia. Nie trzeba kupować nowych naczyń, żeby wykorzystać tę zasadę. Wystarczy dopasowana pokrywka, którą mamy już w kuchennej szafce.

Ja zwróciłabym też uwagę na ilość wody. Przygotowując ziemniaki, nie nalewałabym jej znacznie więcej, niż wymaga sposób gotowania. Niepotrzebne podgrzewanie dużej ilości płynu również pochłania energię. Oczywiście nie każdą potrawę należy gotować pod przykryciem. Przy niektórych sosach zależy nam przecież na odparowaniu nadmiaru wody. Dlatego rozsądne oszczędzanie polega na dopasowaniu sposobu gotowania do konkretnego dania.

Brudne palniki mogą utrudniać równomierne ogrzewanie garnków. Regularne czyszczenie kuchenki też ma znaczenie

Jest jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć podczas codziennych obowiązków. Chodzi o stan palników. Podczas smażenia tłuszcz pryska na kuchenkę, a gotująca się zupa czasami wykipi. Zaschnięte zabrudzenia mogą dostawać się do otworów, przez które wydostaje się gaz. Gdy część z nich zostanie zatkana, płomień może palić się nierównomiernie. Wtedy ogrzewanie dna garnka nie przebiega tak, jak powinno.

Dlatego regularnie czyszczę kuchenkę, ale robię to dopiero po jej całkowitym wystudzeniu. Zdejmowane elementy należy myć zgodnie z zaleceniami producenta i dokładnie wysuszyć przed ponownym założeniem. Nie próbowałabym samodzielnie rozkręcać instalacji gazowej ani udrażniać jej przypadkowymi narzędziami. Takie czynności lepiej zostawić fachowcowi. Warto też przyglądać się kolorowi płomienia. Przy prawidłowym spalaniu gazu ziemnego jest on zazwyczaj niebieski. Gdy stale pali się na żółto, kopci albo często gaśnie, urządzenie powinien sprawdzić specjalista.

A co z samymi garnkami? Nie muszą być drogie, ale dobrze, gdy mają równe, nieodkształcone dno. Takie naczynie łatwiej równomiernie podgrzewać, zwłaszcza podczas przygotowywania gęstych sosów. Najbardziej przekonuje mnie to, że żadna z tych zmian nie wymaga wielkich zakupów. Wystarczy zwracać uwagę na płomień, pamiętać o pokrywce i nie zaniedbywać czyszczenia kuchenki. Nie da się jednak obiecać, że dzięki tym nawykom każdy zapłaci konkretną kwotę mniej. Efekt zależy od częstotliwości gotowania, rodzaju kuchenki i wcześniejszego sposobu jej użytkowania. Mimo to szkoda marnować energię, której można po prostu nie zużyć.