Jesienią coraz częściej przygotowuję kolację, kiedy za oknem jest już ciemno. Włączam główne światło w kuchni, ale kiedy staję przy blacie, sama zasłaniam sobie lampę. Nagle krojenie warzyw, czytanie przepisu czy szukanie czegoś w szafce robi się mniej wygodne.

Przez długi czas myślałam, że muszę się z tym pogodzić. Przecież nie będę robiła remontu tylko dlatego, że pod szafkami brakuje mi światła. Później zaczęłam przyglądać się małym lampkom meblowym. Okazało się, że dodatkowe oświetlenie nie musi oznaczać wielkich wydatków ani zmiany całej kuchni.

Zobacz także:

Ciemny blat kuchenny wcale nie oznacza konieczności remontu. W Sinsay znalazłam trzy niewielkie lampki LED do mebli

Podszafkowe, samoprzylepne lampki LED z Sinsay od razu zainteresowały mnie swoim rozmiarem. To niewielkie, białe, okrągłe punkty świetlne, które można rozmieścić tam, gdzie potrzebujemy dodatkowego oświetlenia. Każda lampka ma około 7 cm średnicy i 2,3 cm grubości. Dzięki temu nie przypomina dużej oprawy oświetleniowej, która zajmuje sporo miejsca pod szafką. Najbardziej spodobał mi się pomysł zamontowania ich bezpośrednio nad blatem roboczym. W mojej kuchni właśnie tam najczęściej powstaje cień. Główna lampa świeci z sufitu, ale szafki wiszące skutecznie ograniczają ilość światła docierającego do miejsca przygotowywania posiłków.

Trzy osobne lampki pozwalają zaplanować oświetlenie inaczej niż jedna długa listwa. Jedną umieściłabym w pobliżu miejsca, gdzie przygotowuję kanapki, drugą bliżej deski do krojenia, a trzecią przy ekspresie do kawy. To oczywiście dodatkowe punkty świetlne, a nie zamiennik porządnego oświetlenia całej kuchni. Przy precyzyjnych czynnościach ważne jest, żeby blat był odpowiednio jasny i żeby nie powstawały na nim ostre cienie.

fot. sinsay.pl

Samoprzylepne lampki kuszą montażem bez fachowca. Przed przyklejeniem sprawdziłabym jednak powierzchnię szafek

Największą zaletą takiego rozwiązania jest dla mnie możliwość uniknięcia przerabiania instalacji elektrycznej. Nie chcę prowadzić nowych przewodów ani zamawiać ekipy do niewielkiej zmiany. Lampki przeznaczone do mocowania przy meblach wyglądają na znacznie prostszy sposób doświetlenia wybranego miejsca. W przypadku tego zestawu warto jednak zajrzeć do instrukcji i sprawdzić dokładny sposób montażu. Nie każda powierzchnia nadaje się do przyklejania akcesoriów, a źle przygotowane podłoże może sprawić, że lampka odpadnie. Szczególnie uważałabym na szafki pokryte delikatną okleiną. Nie chciałabym przecież uszkodzić mebli podczas późniejszego zdejmowania oświetlenia.

Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też warto sprawdzić: Nie wydam fortuny na wieniec z kwiaciarni. Znalazłam lepszy w Pepco. Wygląda jak prawdziwy, a te czerwone detale to sztos

Przed montażem wybrałabym suchą, czystą powierzchnię i sprawdziła zalecenia producenta dotyczące mocowania. Ważne jest również odsunięcie lampek od miejsc narażonych na wysoką temperaturę, zachlapanie albo bezpośredni kontakt z parą. Nie umieszczałabym ich tuż nad kuchenką ani przy źródle intensywnej wilgoci, dopóki nie upewniłabym się, że producent dopuszcza takie zastosowanie. Takie niewielkie rozwiązania szczególnie podobają mi się w mieszkaniach, w których nie planujemy większych zmian. Czasami wystarczy poprawić oświetlenie jednego miejsca, żeby codzienne przygotowywanie posiłków stało się przyjemniejsze.

Trzy lampki z Sinsay kosztują 27,99 zł. Jedna wychodzi zaledwie 9,33 zł

Przyznam, że cena była jednym z powodów, dla których zwróciłam uwagę na ten komplet. Za trzy podszafkowe lampki LED z Sinsay trzeba zapłacić 27,99 zł. Po podzieleniu tej kwoty przez trzy wychodzi około 9,33 zł za jedną sztukę. To niewielki wydatek w porównaniu z zakupem rozbudowanego systemu oświetlenia meblowego. Lubię takie proste rozwiązania, bo nie wymagają planowania dużego budżetu. Nie oznacza to jednak, że każdy zestaw sprawdzi się równie dobrze.

Przed zakupem sprawdziłabym jeszcze sposób zasilania i ewentualny koszt baterii. Warto również pamiętać o ewentualnych kosztach dostawy. Gdy zamawiam jedną niedrogą rzecz przez internet, zawsze sprawdzam końcową kwotę w koszyku. Mimo to sam pomysł bardzo mi się podoba. Zamiast kupować kolejną dekorację, można przeznaczyć kilkadziesiąt złotych na coś, co ułatwi codzienne korzystanie z kuchni.

Nie tylko blat w kuchni potrzebuje dodatkowego światła. Małe lampki mogą przydać się również w innych zakamarkach

Pierwszym miejscem, o którym pomyślałam poza kuchnią, była szafa w przedpokoju. Kiedy wieczorem szukam rękawiczek albo konkretnego szalika, główne światło nie zawsze dociera między półki. Niewielka lampka mogłaby pomóc rozjaśnić taki zakamarek, pod warunkiem że sposób jej zasilania i montażu na to pozwala. Drugim pomysłem jest regał z książkami. Nie chodzi nawet o mocne oświetlenie całego pokoju, lecz o delikatne podświetlenie wybranej półki. Taki szczegół może sprawić, że mebel będzie wyglądał ciekawiej wieczorem.

Podobne rozwiązanie rozważyłabym przy zamykanej szafce na dokumenty albo w garderobie. Oczywiście trzeba pamiętać, żeby nic nie zasłaniało źródła światła i żeby lampka była używana zgodnie z instrukcją. W kuchni postawiłabym przede wszystkim na wygodę. Lubię mieć dobrze oświetlony blat, szczególnie kiedy przygotowuję posiłki po zmroku. Nie twierdzę, że trzy małe lampki zastąpią profesjonalną instalację. Mogą jednak okazać się rozsądnym dodatkiem tam, gdzie brakuje kilku punktów światła.