Mój przedpokój jest tak mały, że kiedy dwie osoby próbują jednocześnie założyć buty, robi się prawdziwy korek. O dużej ławce mogę zapomnieć, a zwykłe plastikowe stołeczki zupełnie nie pasują do wystroju mieszkania. Od dawna szukałam więc czegoś niewielkiego, ale na tyle eleganckiego, żeby nie wyglądało jak przypadkowy mebel przyniesiony z piwnicy. Nie spodziewałam się, że odpowiednie rozwiązanie znajdę właśnie w Sinsay.
Taborecik z Sinsay wygląda jak od stolarza. Drewno i miękka tapicerka tworzą elegancki duet
Kiedy zobaczyłam ten tapicerowany taboret w Sinsay, od razu zwróciłam uwagę na jego nietypową konstrukcję. Zamiast czterech prostych nóżek ma podstawę z elementami skrzyżowanymi na kształt litery X. Taki detal sprawia, że nawet niewielki mebel nabiera charakteru. Przypomina mi wyposażenie eleganckiego pensjonatu albo małej pracowni stolarskiej.
Zobacz także:
Najbardziej spodobało mi się połączenie drewna z tapicerowanym siedziskiem. Jasne obicie nadaje mu przytulności, a wyraźna, geometryczna konstrukcja podstawy sprawia, że całość wygląda nowocześnie. To zdecydowanie ciekawsza propozycja niż zwykły, okrągły stołek.
Co ważne, w składzie rzeczywiście znajduje się drewno. Producent podaje 30% drewna, 40% płyty MDF, 15% poliestru i 15% poliuretanu. Nie jest to więc mebel wykonany w całości z litego drewna, ale połączenie różnych materiałów pozwoliło uzyskać efektowną formę i tapicerowane wykończenie.
Taboret dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych: beżowej i szarej. Obie są stonowane, dzięki czemu można je łatwo dopasować do wystroju mieszkania. Za ten niewielki mebel trzeba zapłacić 69,99 zł. To naprawdę niewiele. Cieszę się, że udało mi się tak tanio odmienić przedpokój.
fot. sinsay.com
Do mikroprzedpokoju jak znalazł. Ma tylko 36 cm szerokości i nie zastawia przejścia
Największą zaletą tego taboretu są jego kompaktowe wymiary. Ma 36 cm szerokości, 26 cm głębokości i 31 cm wysokości. To naprawdę niewiele, szczególnie w porównaniu z tradycyjnymi ławkami do przedpokoju, które potrafią zająć sporą część ściany.
W moim ciasnym korytarzu taki rozmiar jest na wagę złota. Taboret mogę ustawić przy ścianie, obok szafki na buty, bez blokowania przejścia. Dzięki niewielkiej wysokości można też pomyśleć o wsunięciu go pod odpowiednio wysoką konsolę, kiedy nie jest potrzebny.
Tapicerowane siedzisko wygląda przyjemniej niż twarda drewniana powierzchnia. Taki mebel może przydać się podczas zakładania obuwia, szczególnie gdy trzeba zawiązać sznurówki albo zapiąć botki. Trzeba jednak pamiętać o maksymalnym obciążeniu wynoszącym 65 kg, dlatego nie będzie odpowiednim siedziskiem dla każdego dorosłego.
Podoba mi się również to, że taboret nie ma dodatkowych półek ani rozbudowanego oparcia. Dzięki temu jego forma pozostaje lekka i zgrabna, a mały przedpokój nie sprawia wrażenia jeszcze bardziej zagraconego.
W Sinsay upolowałam też te piękne firanki. Zobacz: Mąż kazał mi się uspokoić z ozdobami, a ja nawet firanki świąteczne dorwałam. Koronkowe, z haftem i za 4 dyszki
Nie tylko do przedpokoju. Ten zgrabny taboret może ozdobić również salon i sypialnię
Chociaż swój taboret kupiłam z myślą o przedpokoju, od razu przyszło mi do głowy kilka innych zastosowań. W niewielkiej sypialni mógłby stanąć przy toaletce albo obok szafy jako pomocnicze siedzisko. Tapicerowane wykończenie dobrze komponowałoby się z miękkim dywanem, jasną pościelą i drewnianymi dodatkami.
W salonie taki mebel mógłby z kolei pełnić funkcję dekoracyjnego akcentu. Ustawiony obok fotela lub pod oknem nie zajmowałby dużo miejsca, a skrzyżowane nóżki stanowiłyby ciekawy detal aranżacji. Szczególnie podoba mi się pomysł zestawienia beżowej wersji z kremową kanapą i dodatkami w kolorze naturalnego drewna. Szary wariant dobrze wyglądałby natomiast we wnętrzu z białymi ścianami, czarnymi ramkami zdjęć i prostymi meblami. Jego neutralny odcień pozwala swobodnie zmieniać pozostałe dekoracje bez konieczności wymiany wyposażenia.

Obserwuj nas na Google







