Kiedy nadchodzi listopad, coraz więcej czasu spędzam w kuchni. Rano piję tam kawę, po południu przygotowuję obiad, a wieczorem lubię usiąść przy stole z kubkiem gorącej herbaty. Zbliżają się też święta. Zależy mi więc, żeby to pomieszczenie było nie tylko praktyczne, ale również przytulne. Nie mam jednak ochoty na wielkie przemeblowania ani kosztowne zmiany. Postanowiłam zacząć od czegoś drobniejszego, co jest tanie, ale wygląda elegancko. I tak trafiłam na haftowane zazdrostki z Sinsay.

Zazdrostki znów wracają do naszych kuchni. Dawna dekoracja okna wygląda dziś wyjątkowo uroczo

Pamiętam, że kiedyś firany zazdrostki wisiały niemal w każdym domu. W kuchni mojej babci były białe, koronkowe i zawsze starannie wyprasowane. Później na wiele lat ustąpiły miejsca roletom, żaluzjom i długim firanom. Sama również dałam się przekonać do prostych, nowoczesnych dekoracji okiennych.

Zobacz także:

Ostatnio jednak coraz częściej zwracam uwagę na krótkie firanki, które zasłaniają tylko część szyby. Mają w sobie coś znajomego, ale wcale nie muszą wyglądać staromodnie. Wszystko zależy od wzoru, materiału i dodatków, z którymi je połączymy.

Najbardziej podobają mi się zazdrostki w jasnych kolorach. Nie przytłaczają okna i pozwalają zachować dostęp do naturalnego światła. To szczególnie ważne jesienią i zimą, kiedy i tak szybko robi się ciemno. W dodatku są praktyczne. Osłaniają dolną część okna, nie zakrywając całej szyby, dzięki czemu kuchnia nie wydaje się tak zamknięta jak przy ciężkich zasłonach. Mogą też zapewnić odrobinę prywatności.

Zauważyłam też, że współczesne zazdrostki wcale nie muszą być bogato zdobione. Coraz bardziej podobają mi się proste tkaniny z niewielkim haftem. Wyglądają lekko, a jednocześnie sprawiają, że okno nie jest zupełnie puste. Właśnie dlatego zaczęłam rozglądać się za czymś na zimę. Nie chciałam jednak czerwonych Mikołajów ani wielkich bałwanów. Marzyła mi się dekoracja, która będzie kojarzyła się ze świętami, ale nie znudzi mi się zaraz po Bożym Narodzeniu.

Zazdrostki z Sinsay kosztują 25,99 zł za dwie sztuki. Biały materiał zdobią złote renifery i delikatny haft

W Sinsay znalazłam zestaw dwóch zazdrostek na tunelu z połyskującym świątecznym haftem. Całość kosztuje 25,99 zł, więc jedna sztuka wychodzi za około 13 zł. Przyznam, że najbardziej spodobało mi się połączenie bieli ze złotem. Materiał wygląda lekko i delikatnie, a niewielkie zdobienia dodają mu uroku.  Na zazdrostkach widać złote renifery, drobne drzewka i zimowe motywy. Haft przypomina niewielkie scenki z bajkowego lasu.

fot. materiały własne/Story.pl

Podoba mi się również ich długość. Każda zazdrostka ma 140 cm szerokości i 50 cm wysokości. W zależności od szerokości szyby materiał można ułożyć bardziej gładko albo z delikatnym marszczeniem. Model ma tunel, przez który przeprowadza się odpowiedni drążek. To wygodne rozwiązanie, bo nie trzeba przypinać firanek pojedynczymi żabkami. Wystarczy dopasować drążek do okna i wsunąć go w przygotowany otwór.

Zazdrostki z Sinsay wykonano z poliestru. Biała tkanina ma subtelnie połyskujące zdobienia z wykorzystaniem metalizowanej nici. Dzięki temu złote elementy mogą ładnie odbijać światło, zwłaszcza w słoneczny dzień. Największą zaletą jest dla mnie to, że dekoracja nie wygląda przesadnie świątecznie. Oczywiście renifery od razu kojarzą się z grudniem, ale spokojna kolorystyka sprawia, że zazdrostki pasują również do zimowej aranżacji kuchni w styczniu.

Złote zazdrostki najładniej wyglądają z drewnem i białą ceramiką. Tak urządziłabym przytulny kącik przy kuchennym oknie

Przy takich firankach nie dodawałabym zbyt wielu ozdób. Same mają już dekoracyjny haft, dlatego najlepiej pozwolić im grać główną rolę. Na parapecie postawiłabym dwie lub trzy niewielkie doniczki w jasnych osłonkach. Zieleń roślin pięknie kontrastuje z bielą materiału, a złote motywy wyglądają przy niej jeszcze subtelniej. Szczególnie podoba mi się połączenie z rozmarynem albo innymi ziołami, które można później wykorzystać podczas gotowania.

Obok ustawiłabym niewielką ceramiczną miseczkę lub drewnianą tackę. Takie naturalne dodatki sprawiają, że kuchnia wygląda przytulnie. Bardzo lubię również połączenie złotych akcentów z ciepłym drewnem. Gdybym miała stół stojący blisko okna, położyłabym na nim kremowy bieżnik. Do tego białe kubki i prosty dzbanek na herbatę. Taki zestaw pasuje zarówno do codziennych śniadań, jak i do grudniowych spotkań z rodziną.

W okresie świątecznym dodałabym jeszcze kilka gałązek świerku w małym wazonie. Nie muszą być ozdobione bombkami. Sama zieleń wystarczy, żeby podkreślić zimowy charakter zazdrostek.

To również może cię zainteresować: W grudniu wbiję to w ziemię, a sąsiadce opadnie szczęka. Action ma cudo do ogrodu z ruchomym efektem światła za 10 zł

Przyznam, że bardzo lubię też delikatne lampki LED, szczególnie kiedy za oknem wcześnie zapada zmrok. Na parapecie postawiłabym niewielką latarenkę z bezpiecznym, elektrycznym źródłem światła. Unikałabym natomiast świec z otwartym płomieniem ustawionych blisko firanek.