Pranie robię kilka razy w tygodniu, dlatego szybko zauważyłam, jak dużo pieniędzy zostawiam na samych detergentach. Najbardziej zaskakiwał mnie koszt płynu do płukania, który regularnie trafiał do koszyka podczas zakupów. Z czasem zaczęłam szukać prostszego rozwiązania, które pozwoliłoby ograniczyć wydatki, ale nie odbierało ubraniom przyjemnego zapachu. Trafiłam na domowy patent, który od kilku miesięcy stosuję praktycznie przy każdym praniu. Efekt okazał się na tyle dobry, że kilka osób pytało mnie już, czym pachną moje ręczniki.
Jeszcze niedawno co miesiąc kupowałam płyn do płukania. Dziś wybieram prostszy sposób, który nie kosztuje praktycznie nic
Przez długi czas byłam przekonana, że płyn do płukania to obowiązkowy element każdego prania. Co miesiąc wydawałam na niego około 30 zł, a gdy trafiałam na promocję, kupowałam nawet kilka butelek na zapas. Z jednej strony lubiłam zapach świeżo wypranych ubrań, z drugiej coraz bardziej przeszkadzało mi, że regularnie muszę dokupować kolejny produkt.
Zobacz także:
Zaczęłam więc przeglądać domowe sposoby, które od lat wykorzystują osoby ograniczające liczbę detergentów. Szukałam rozwiązania prostego, taniego i takiego, które nie wymaga przygotowywania skomplikowanych mieszanek przed każdym praniem. Bardzo zależało mi również na tym, aby świeży zapach utrzymywał się nie tylko na ubraniach, ale także na ręcznikach i pościeli.
Po kilku próbach znalazłam sposób, który najbardziej przypadł mi do gustu. Od tamtej pory praktycznie przestałam kupować gotowe płyny do płukania. Ku mojemu zaskoczeniu świeży aromat zaczął być wyczuwalny także w całym mieszkaniu, szczególnie wtedy, gdy rozwieszam pranie na suszarce.
Domowy płyn do płukania przygotowuję w kilka chwil. Wystarczy woda, ocet i kilka kropli olejku lawendowego
Mój domowy płyn do płukania składa się z bardzo prostych składników. Do około jednej szklanki wody dodaję pół szklanki octu spirytusowego oraz kilkanaście kropli naturalnego olejku eterycznego lawendowego. Całość przelewam do butelki lub słoika i delikatnie mieszam przed użyciem.
Do komory na płyn do płukania wlewam taką ilość mieszanki, jaką normalnie przeznaczyłabym na gotowy produkt. Podczas prania zapach octu całkowicie znika, a na tkaninach pozostaje delikatny aromat lawendy. Wiele osób obawia się charakterystycznego zapachu octu, jednak po zakończeniu cyklu jest on praktycznie niewyczuwalny.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Bardzo podoba mi się również to, że przygotowanie takiego płynu zajmuje dosłownie chwilę. Nie muszę pamiętać o kupowaniu kolejnej butelki podczas wizyty w sklepie, a wszystkie składniki mam zazwyczaj w domu. To rozwiązanie sprawdza się zarówno przy codziennym praniu ubrań, jak i ręczników czy pościeli.
Zapach można zmieniać w zależności od nastroju. To nie tylko oszczędność, ale również większa swoboda podczas prania
Lawenda to mój ulubiony wybór, ale nie oznacza to, że zawsze trzeba sięgać właśnie po taki olejek eteryczny. Równie dobrze sprawdzają się kompozycje cytrusowe, pomarańczowe, eukaliptusowe czy sosnowe. Jesienią często wybieram cieplejsze nuty, natomiast latem zdecydowanie częściej sięgam po lekkie, świeże zapachy.
Możliwość samodzielnego dobierania aromatu jest dla mnie jedną z największych zalet tego rozwiązania. W gotowych płynach do płukania jesteśmy ograniczeni do zapachów przygotowanych przez producenta. Tutaj wystarczy zmienić olejek eteryczny, aby uzyskać zupełnie inny efekt i dopasować go do własnych preferencji.
Ten domowy sposób również może cię zainteresować: Nie szoruję już tłustej kratki drogimi mleczkami. 1 tani produkt z kuchni i jest czyściutka jak ze sklepu
Poza oszczędnością doceniam także to, że nie muszę przechowywać dużych plastikowych butelek z płynem do płukania. Przygotowuję niewielką porcję wtedy, gdy jest potrzebna, a skład mieszanki mogę modyfikować w zależności od rodzaju prania lub pory roku. Dzięki temu mam większą kontrolę nad tym, czego używam podczas prania, a świeży zapach mogę dopasować dokładnie do swoich upodobań. W moim przypadku ten prosty patent sprawdził się na tyle dobrze, że do gotowych płynów do płukania już nie wróciłam.

Obserwuj nas na Google







