Wyjście spod gorącego prysznica do zimnej łazienki potrafi zepsuć nawet najlepszy poranek. Szczególnie gdy kaloryfer ledwo grzeje, a człowiek marzy tylko o tym, żeby szybko się ubrać i nie szczękać zębami. Nie zawsze jest sens podkręcać ogrzewanie w całym mieszkaniu, zwłaszcza gdy ciepła potrzebujemy tylko w jednym pomieszczeniu. W takich sytuacjach przypominam sobie o starej, dobrej farelce. Niby nic specjalnego, a potrafi naprawdę ułatwić życie.

W Lidlu znalazłam termowentylator za 39,99 zł. Ma aż 2000 W mocy i dwa poziomy grzania

Przeglądając ofertę Lidla, natknęłam się na termowentylator Tronic za 39,99 zł. Od razu pomyślałam o swojej starej farelce, która przez lata ratowała mnie przed chłodem w łazience. Nowy model wygląda całkiem niepozornie, ale jego parametry są naprawdę sensowne jak na tak niedrogie urządzenie.

Zobacz także:

Przede wszystkim ma dwa poziomy mocy, 1000 W i 2000 W. To ważne, bo nie zawsze potrzebujemy grzania na pełnych obrotach. Gdy w pomieszczeniu jest tylko trochę chłodno, można ustawić niższy poziom. Z kolei mocniejszy przyda się wtedy, gdy chcemy szybko podnieść temperaturę przed kąpielą czy porannym szykowaniem się do pracy.

fot: lidl.pl

Podoba mi się też to, że nie trzeba kombinować z ustawieniami. Na górze znajdują się dwa pokrętła, którymi można wybrać tryb pracy i regulować temperaturę. Żadnych skomplikowanych wyświetlaczy czy dodatkowych funkcji, których później i tak nikt nie używa.

Sam termowentylator jest kompaktowy, więc nie powinien zajmować wiele miejsca. Dostępny jest w białej i czarnej wersji kolorystycznej. Dla mnie to akurat drugorzędna sprawa, ale biały model będzie mniej rzucał się w oczy w jasnej łazience.

Na stronie Lidla urządzenie ma ocenę 4,5 na 5 gwiazdek na podstawie 100 opinii, a 90% klientów je poleca. Jak na sprzęt za niecałe 40 zł wygląda to zachęcająco.

Nie tylko do zimnej łazienki. Taka mała farelka przyda się w kilku miejscach w domu

Najbardziej lubię takie sprzęty, których nie trzeba przypisywać do jednego pomieszczenia. Rano można dogrzać łazienkę, a później przenieść urządzenie tam, gdzie akurat zrobiło się chłodno.

Wyobraź sobie wieczór przy biurku, kiedy siedzisz nieruchomo i zaczynają marznąć ci nogi. Albo poranne szycie, czytanie książki czy majsterkowanie w pomieszczeniu, którego nie ogrzewasz przez cały dzień. Przenośny termowentylator pozwala dogrzać wybrane miejsce bez konieczności uruchamiania dodatkowego ogrzewania w całym domu.

Model z Lidla ma z tyłu zagłębienie służące jako uchwyt, więc łatwiej go przenosić. Kabel ma około 180 cm długości. To całkiem praktyczne, choć przed zakupem sprawdziłabym, gdzie znajduje się najbliższe gniazdko.

Ciekawostką jest też funkcja zwykłego wentylatora, działającego bez ogrzewania. Nie zastąpi porządnego wiatraka w największe upały, ale może pomóc w cyrkulacji powietrza. Dzięki temu urządzenie nie musi przez pół roku leżeć zapomniane w szafce.

Trzeba jednak pamiętać, że farelka służy do miejscowego, dodatkowego ogrzewania. Nie zastąpi instalacji grzewczej, zwłaszcza w większym lub słabo ocieplonym pomieszczeniu.

Zmarzluchy docenią również to: Cudny baranek sherpa w stylu retro plaid robi mi klimat jak ze szkockiej chatki na wsi. W Action kosztuje mniej niż kawa

Tania farelka może uratować chłodny poranek. Jest jednak kilka rzeczy, o których trzeba pamiętać

Przy elektrycznych grzejnikach zawsze sprawdzam zabezpieczenia. Termowentylator Tronic ma ochronę przed przegrzaniem oraz przewróceniem. To przydatne rozwiązania, szczególnie w domu, w którym ciągle ktoś się krząta i łatwo przypadkiem potrącić stojący sprzęt.

Nie oznacza to jednak, że można zostawiać go włączonego bez nadzoru. Farelka potrzebuje wolnej przestrzeni, nie wolno jej przykrywać ubraniami ani ręcznikami. W łazience należy dodatkowo upewnić się, że dany model jest dopuszczony do takiego zastosowania i ustawić go zgodnie z instrukcją, z dala od wody.

A co z rachunkami za prąd? Tutaj warto znać prostą zasadę. Przy mocy 2000 W godzina ciągłej pracy oznacza zużycie 2 kWh energii, a przy 1000 W będzie to 1 kWh. Termostat może ograniczać czas pracy grzałki, ale nie zmienia jej maksymalnego poboru mocy.

Dlatego sama traktowałabym taki sprzęt jako pomoc na krótkie dogrzewanie, a nie sposób na całodzienne ogrzewanie mieszkania. Największy sens widzę w uruchomieniu go na chwilę przed skorzystaniem z pomieszczenia, a następnie wyłączeniu, gdy zrobi się wystarczająco ciepło.

Za 39,99 zł dostajemy więc prostą farelkę z regulacją temperatury, dwoma poziomami grzania i dodatkową funkcją wentylatora. Dla kogoś, komu stary grzejnik właśnie odmówił posłuszeństwa, to opcja, którą można rozważyć bez dużego wydatku.