Gdy robi się chłodniej, zaczynam patrzeć na salon trochę inaczej. Latem odpowiada mi dużo pustej przestrzeni i lekkie dodatki, ale jesienią chcę mieć wokół siebie więcej miękkich tkanin i cieplejszych kolorów. Wyciągam pled, zmieniam poszewki na poduszkach i coraz częściej myślę o tym, co znajduje się pod stopami. Stwierdziłam, że to właśnie dywan potrafi zrobić ogromną różnicę, szczególnie gdy podłoga jest jasna i całe pomieszczenie wydaje się przez to dość chłodne. Zrobiłam rozeznanie w sieciówkach i na szczęście nie musiałam długo szukać. W Action znalazłam czekoladowego „olbrzyma” za niewielkie pieniądze.

Jesienią najchętniej otaczam się brązami, beżami i miękkimi tkaninami. Mój salon od razu zyskuje na przytulności

Jesienne zmiany w mieszkaniu staram się robić bez przesady. Nie chcę przecież co kilka miesięcy kupować nowych zasłon, stolika czy fotela. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi dodatki, które później mogę łatwo przenieść do innego pokoju albo zestawić z tym, co już stoi w salonie. W tym sezonie wyjątkowo spodobały mi się brązy. Czekoladowe i kawowe odcienie świetnie wyglądają przy kremowej kanapie, jasnym drewnie oraz beżowych dodatkach. Nie są przy tym tak mocne jak czerń, więc nie przytłaczają wnętrza.

Zobacz także:

Stwierdziłam, że tym razem jednym z najprostszych sposobów na zmianę w salonie będzie dywan. Wystarczy położyć go przy kanapie i stoliku, żeby wizualnie wydzielić część wypoczynkową. Szczególnie podoba mi się ten efekt w salonach połączonych z kuchnią albo jadalnią, gdzie jedna duża przestrzeń pełni kilka funkcji. Nie szukałam jednak modelu z mocnym, kolorowym wzorem. Chciałam czegoś spokojniejszego, ale nie zupełnie gładkiego. Zależało mi przede wszystkim na nietypowej fakturze, która urozmaici wnętrze. Na szczęście podczas poszukiwań trafiłam na dywan z Action.

Dywan z Action ma 133 x 190 cm i kosztuje 174,90 zł. Tłoczony wzór tworzy na powierzchni łuki, które wyglądają niemal jak wyrzeźbione

Dywan La Isla Living z Action kosztuje 174,90 zł i ma wymiary 133 x 190 cm. To rozmiar, który widzę przede wszystkim w części wypoczynkowej salonu. Można ustawić na nim stolik kawowy albo wsunąć jego fragment pod przednie nogi kanapy, zależnie od wielkości pomieszczenia.

Najbardziej zainteresowała mnie jednak powierzchnia. Dywan zwraca uwagę swoim tłoczonym wzorem, który dobrze widać już z daleka. Zamiast nadrukowanych ornamentów mamy tutaj duże, zaokrąglone linie i łuki, które wyglądają, jakby były rzeźbione w materiale.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

To właśnie dzięki niemu dywan nie potrzebuje dodatkowych kolorów, żeby przyciągnąć wzrok. Światło pada na tłoczenia pod różnym kątem, więc poszczególne fragmenty powierzchni wydają się jaśniejsze albo ciemniejsze. Daje to ciekawszy efekt niż w przypadku zupełnie gładkiego modelu. Sam materiał jest bardzo miękki.

Brązowy dywan daje mi bazę, do której mogę dobierać dodatki przez całą jesień. Najbardziej podoba mi się z kremową kanapą, drewnem i przygaszoną zielenią

Czekoladowego dywanu nie łączyłabym z dużą liczbą równie ciemnych rzeczy. Wtedy salon mógłby zrobić się zbyt ciężki. Zdecydowanie wolę potraktować go jako mocniejszą podstawę i rozjaśnić resztę wnętrza.

Przy kremowej albo beżowej kanapie taki brąz wyglądałby bardzo spokojnie. Dorzuciłabym dwie jasne poduszki, miękki pled i drewniany stolik. To wystarczy, bo tłoczony wzór na dywanie sam w sobie stanowi dekorację. Nie potrzebuję już wzorzystych zasłon czy kilku różnych deseni na poduszkach.

To również może cię zainteresować: Jak kwiaty z drogiej kompozycji florystycznej, a to wieczne róże z Dino. Wzięłam na Wszystkich Świętych za 6,99 zł

Podoba mi się również zestawienie brązu z zielenią. Nie musi to być od razu zielona kanapa. Wystarczy roślina w dużej doniczce albo kilka dodatków w oliwkowym kolorze. Jesienią dorzuciłabym jeszcze jeden akcent w kolorze karmelowym i na tym zakończyła dekorowanie.