Uwielbiam zapalać świece, szczególnie kiedy za oknem szybko robi się ciemno, a ja wreszcie mogę usiąść na kanapie z kubkiem gorącej herbaty. Mam jednak dość sprzątania zaschniętego wosku, przycinania knotów i pilnowania płomienia. Zdarzało mi się też rezygnować ze świeczek, kiedy chciałam postawić dekorację blisko zasłon albo na półce z książkami. Dlatego zaczęłam rozglądać się za czymś, co daje podobny efekt wizualny, ale jest znacznie wygodniejsze w codziennym użytkowaniu.

WIDEO…

player placeholder

Świeczki LED z Sinsay wyglądają jak prawdziwe. Za komplet zapłaciłam grosze

Przeglądając dekoracje do domu w Sinsay, natknęłam się na zestaw trzech świeczek LED. Początkowo zwróciłam uwagę na ich elegancki wygląd, ale dopiero po przeczytaniu opisu i opinii klientów przekonałam się, że to właśnie czegoś takiego szukałam. Zamiast tradycyjnego knota mają elektroniczny płomień, który imituje naturalne migotanie ognia.

W zestawie znajdują się trzy świeczki o różnych wysokościach. Dzięki temu można ustawić je obok siebie i stworzyć dekorację, w której światło pojawia się na kilku poziomach. Taka kompozycja wygląda ciekawiej niż trzy identyczne świece ustawione w jednym rzędzie. Nie trzeba też dokupować osobnych świeczników, ponieważ każda ma własną ozdobną oprawę.

Zobacz także:

Za cały komplet zapłaciłam 39,99 zł, co daje zaledwie 13,33 zł za jedną świeczkę. Uważam, że to naprawdę rozsądna kwota, szczególnie że są to dekoracje wielokrotnego użytku. Wystarczy wymieniać baterie, zamiast regularnie kupować kolejne świece, gdy poprzednie się wypalą.

Przydymione „szkło” i ciepły blask tworzą elegancki duet. Te świeczki wyglądają jak z drogiego salonu

Najbardziej podoba mi się ich przydymiona oprawa. Ma głęboki, ciemny odcień, przez który delikatnie przebija złociste światło. Takie wykończenie nadaje świeczkom nieco tajemniczego, eleganckiego charakteru. Nie przypominają zwykłych plastikowych dekoracji LED, które często mają zbyt intensywne, sztucznie wyglądające światło.

Ciemna obwódka pięknie kontrastuje z jasnym płomieniem. Po włączeniu środek świeczki rozświetla się ciepłym, miodowym blaskiem, który wygląda szczególnie efektownie w półmroku. Przydymione „szkło” sprawia, że całość nabiera głębi, a dekoracja prezentuje się bardziej wyrafinowanie.

Świeczki LED z Sinsay
fot. sinsay.com

Takie świeczki świetnie pasują do jesiennych i zimowych aranżacji. U siebie ustawiam je na komodzie obok ceramicznego wazonu i kilku gałązek. Ich ciemne oprawy dobrze komponują się z drewnem, beżami, burgundem i złotymi dodatkami.

Wyobrażam je sobie również na świątecznym stole, szczególnie w towarzystwie zielonych gałązek, szyszek i niewielkich bombek. Nie trzeba wiele, żeby stworzyć elegancką dekorację, która będzie pasowała zarówno do nowoczesnego salonu, jak i bardziej klasycznego wnętrza.

Zerknij też na ten hit: Czerwona kokardka i jemioła jak na starych kartkach świątecznych. Ta kamionkowa filiżanka z Pepco ma niezwykły urok

Płomień migocze jak żywy, ale nie ma prawdziwego ognia. Koniec z kapaniem wosku i pilnowaniem świeczek

Największą zaletą świeczek LED z Sinsay jest dla mnie realistyczny efekt płomienia. Światło nie świeci jednostajnie jak zwykła lampka, lecz delikatnie migocze, naśladując ruch prawdziwego ognia. W opiniach kupujących również pojawia się spostrzeżenie, że płomień wygląda jak żywy:

Ładnie świecą, światło jakby migocze, więc super.

Piękne, Płomień wygląda na prawdziwy.

Jednocześnie nie muszę martwić się o przeciąg czy przypadkowy podmuch powietrza. Mogę dmuchać, a świeczki nadal świecą, ponieważ wewnątrz nie pali się żaden knot. Nie wydzielają również dymu ani sadzy, które przy tradycyjnych świecach potrafią zostawiać ślady na pobliskich powierzchniach.

Doceniam też brak kapiącego wosku. Nie trzeba zabezpieczać obrusa przed plamami, usuwać zastygłych kropli ze świeczników ani sprzątać resztek po wypaleniu świecy. To szczególnie wygodne, kiedy przygotowuję dekorację na dłuższy wieczór lub rodzinne spotkanie.