Jesień i zima mają swoje uroki, ale przynoszą też kilka codziennych problemów. Mokre chodniki, chłodne poranki i konieczność zakładania grubych ubrań sprawiają, że po powrocie do domu marzę przede wszystkim o wygodzie. W przedpokoju szybko przybywa cięższych butów, a lekkie trampki ustępują miejsca botkom i ocieplanym kozakom. Właśnie wtedy zaczynam bardziej dbać o to, żeby obuwie było nie tylko czyste, ale też świeże w środku. W tym pomaga mi stary babciny sposób.
WIDEO…
W ciepłych butach stopy pocą się nawet podczas chłodnych dni. Nieprzyjemny zapach potrafi pojawić się bardzo szybko
Zimą lubię mieć ciepło w stopy. Wybieram więc buty z ociepleniem, grubszą podeszwą i wysoką cholewką. Problem zaczyna się wtedy, gdy spędzam w nich kilka godzin, szczególnie w ogrzewanym sklepie, samochodzie czy biurze.
Stopa poci się niezależnie od temperatury za oknem. W zamkniętym obuwiu wilgoć ma ograniczoną możliwość odparowania, a gdy do tego dochodzi ciepło, powstają warunki sprzyjające namnażaniu się bakterii. To właśnie rozkład składników potu przez drobnoustroje odpowiada za charakterystyczny, nieprzyjemny zapach.
Najgorzej jest wtedy, gdy po powrocie do domu od razu chowamy buty do szafki. Wnętrze nie zdąży wyschnąć, a następnego dnia znów zakładamy tę samą parę. Sama kiedyś popełniałam ten błąd. Próbowałam różnych odświeżaczy do obuwia. Niektóre rzeczywiście pomagały, ale swoje kosztowały, inne z kolei jedynie przykrywały problem intensywnymi perfumami. Zaczęłam więc szukać prostszych rozwiązań. Wtedy przypomniał mi się jesienny zwyczaj mojej babci.
Babcia wkładała kasztany do butów co jesień i zimę. Traktowała je jak domowy odświeżacz, który eliminował nieprzyjemne zapachy
Pamiętam, jak babcia jesienią zbierała kasztany, wycierała je i odkładała do wyschnięcia. Kilka sztuk trafiało później do butów stojących w przedpokoju. Twierdziła, że to domowy odświeżacz, dzięki któremu obuwie nie nabiera nieprzyjemnego zapachu. Ten zwyczaj zapamiętałam na lata. Podobało mi się, że nie trzeba było niczego kupować, a same kasztany można było znaleźć podczas zwykłego spaceru. Teraz robię tak samo.
Gdy zależy mi jednak na rzeczywistym odświeżeniu butów, a nie wyłącznie na zlikwidowaniu przykrego zapachu, przede wszystkim dokładnie je suszę. Po powrocie do domu wyjmuję wkładki, o ile można to zrobić, rozluźniam sznurowadła i zostawiam obuwie w przewiewnym miejscu. Nie stawiam go bezpośrednio na gorącym kaloryferze, bo wysoka temperatura może uszkodzić materiał.
Pomaga również zmiana skarpetek na czyste, najlepiej wykonane z materiału dobrze odprowadzającego wilgoć, oraz noszenie różnych par butów na zmianę. To proste nawyki, które ograniczają problem u źródła.
Kasztany przydają się nie tylko do neutralizowania nieprzyjemnego zapachu w butach. W domu można wykorzystać je na kilka ciekawych sposobów
Najprostszy sposób to wykorzystanie kasztanów do ozdobienia stołu lub komody. Wystarczy wsypać kilka garści do przezroczystego wazonu, szklanego naczynia albo szerokiej misy. Ja lubię dorzucić do nich niewielkie szyszki, żołędzie i kolorowe liście. Szczególnie ładnie wyglądają te w odcieniach żółci, pomarańczu i czerwieni. Całość można uzupełnić kilkoma suchymi gałązkami. Taka kompozycja świetnie pasuje do drewnianych mebli, jasnych obrusów i ceramicznych dodatków.
Z kasztanów można przygotować także domowy płyn do prania. Owoce kasztanowca zawierają saponiny, czyli naturalne związki, które w kontakcie z wodą wykazują właściwości powierzchniowo czynne. To właśnie dlatego niektórzy wykorzystują je jako składnik domowych środków czyszczących. Do przygotowania takiego płynu używa się rozdrobnionych kasztanów zalanych ciepłą wodą. Po pewnym czasie powstaje lekko pieniący się wyciąg, który należy dokładnie przecedzić.
To również może cię zainteresować: Nie mam ogrzewania podłogowego, ale sprytny zamiennik za 0 zł już tak. Trik z dywanem „podkręca” ciepło w domu, a rachunki są niższe
Warto wspomnieć jeszcze o jednym zastosowaniu kasztanów, które często pojawia się wśród domowych porad. Chodzi o odstraszanie pająków i moli. Wystarczy rozłożyć kilka sztuk na parapetach, przy oknach, w rogach pomieszczeń lub w pobliżu szaf, żeby nieproszeni goście omijali te miejsca.