Jesienią najbardziej lubię te spokojne wieczory, kiedy wszystkie obowiązki mam już za sobą. Gaszę wtedy główne światło w salonie, zapalam niewielką lampkę i siadam na kanapie z kubkiem gorącej herbaty. Lubię, kiedy w mieszkaniu robi się przytulnie, a delikatne oświetlenie pozwala odpocząć po całym dniu. Nie potrzeba do tego wielu dekoracji, czasem wystarczy jeden ciekawy dodatek. Ostatnio właśnie coś takiego udało mi się znaleźć w Sinsay.
Kominek z Sinsay wygląda jak prawdziwe palenisko. Za grosze kupiłam sobie odrobinę jesiennego klimatu
Od dawna marzył mi się kominek w salonie. Niestety w moim mieszkaniu nie mam możliwości zamontowania prawdziwego, dlatego zaczęłam rozglądać się za dekoracjami, które mogłyby stworzyć podobny klimat. Przeglądając internetową ofertę Sinsay, natknęłam się na niewielki kominek LED, który od razu przyciągnął moją uwagę. Wygląda naprawdę ciekawie, a efekt płonącego drewna sprawił, że postanowiłam go zamówić.
Zobacz także:
W środku znajduje się imitacja płonącego drewna, nad którym unoszą się pomarańczowe i czerwone płomienie, przypominające prawdziwy ogień w kominku. Całość daje przyjemny, ciepły blask, który pięknie wygląda szczególnie wieczorem, kiedy w pokoju jest ciemniej. Najbardziej podoba mi się to, że mogę cieszyć się takim widokiem bez rozpalania drewna, dymu czy sprzątania popiołu.
Taka dekoracja oczywiście nie ogrzewa pomieszczenia, ale wizualnie potrafi stworzyć bardzo przytulną atmosferę. Właśnie na tym najbardziej mi zależało. Chciałam mieć w salonie coś, co będzie umilało mi jesienne wieczory i przypominało odpoczynek przy prawdziwym kominku. Do zakupu dodatkowo zachęciła mnie cena. Kominek z Sinsay kosztuje 59,99 zł, co moim zdaniem jest całkiem rozsądną kwotą za tak efektowną dekorację. Nie zastanawiałam się długo i od razu wrzuciłam go do koszyka.
fot. sinsay.com
Nie potrzebuje kabla podczas świecenia ani wymiennych baterii. Kominek LED wystarczy naładować przez USB
Jedną z największych zalet mojego nowego zakupu jest wygodne zasilanie. Kominek ma port USB typu C, dzięki któremu można go naładować bez konieczności kupowania i wymieniania zwykłych baterii. Bardzo lubię takie rozwiązania, ponieważ nie muszę martwić się o plączące się przewody ani szukać wolnego gniazdka za każdym razem, kiedy chcę włączyć dekorację.
Po naładowaniu mogę ustawić kominek na komodzie, stoliku czy półce, bez konieczności trzymania go blisko kontaktu. To dla mnie duża wygoda, szczególnie że lubię od czasu do czasu zmieniać ustawienie dekoracji w salonie. Za efekt rozżarzonych płomieni odpowiada sześć punktów LED. Emitują ciepłe światło w odcieniach pomarańczu i czerwieni, które przypomina naturalny blask ognia.
Zerknij też na hit z Biedronki, który pozwala sporo zaoszczędzić na wymianie mebli: Krzesła były już do wyrzucenia, ale uratowałam je cackiem z Biedronki. Teraz mam welurowe obicie w jesieniarskim kolorze
Okrągły kształt i czarna obudowa wyglądają niezwykle stylowo. Ta dekoracja LED pasuje nie tylko na święta
Bardzo spodobał mi się również wygląd samego kominka. Ma nietypowy, okrągły kształt, który przypomina nowoczesne palenisko zamknięte w szerokiej, czarnej ramie. Obudowa jest prosta i pozbawiona zbędnych ozdób, dzięki czemu całą uwagę przyciąga wnętrze z imitacją płonącego drewna. Kontrast pomiędzy ciemną czernią a ciepłym blaskiem płomieni wygląda naprawdę elegancko.
Dekoracja ma wymiary 32 x 8,7 x 32,5 cm, więc jest stosunkowo płytka i nie zajmuje wiele miejsca. Bez problemu zmieściła się na mojej komodzie, gdzie ustawiłam ją obok kilku książek i niewielkiego wazonu. Dzięki podstawce można wygodnie postawić ją na płaskiej powierzchni, bez konieczności montowania dodatkowych elementów.
Choć w Sinsay kominek znajduje się wśród dekoracji świątecznych, ja absolutnie nie zamierzam czekać z jego używaniem do grudnia. Moim zdaniem taki wygląd pasuje do całego sezonu jesiennego i zimowego. Szczególnie teraz, kiedy wieczory są coraz dłuższe, a za oknem szybko robi się ciemno.

Obserwuj nas na Google







