Perfumy kupuję trochę inaczej niż kiedyś. Nie interesuje mnie już wyłącznie znane logo na butelce, bo kilka razy przekonałam się, że wysoka cena wcale nie oznacza zapachu, do którego chcę codziennie wracać. Teraz bardziej ciekawią mnie kompozycje, które rozwijają się na skórze i po kilkunastu minutach pokazują zupełnie inną twarz niż zaraz po rozpyleniu. Szczególnie jesienią wracam do mocniejszych aromatów. Sweter, płaszcz i chłodne powietrze aż proszą się u mnie o coś cieplejszego niż lekka cytrusowa mgiełka.

Koleżanka od razu rzuciła nazwą Nishane Hacivat. Ja tylko uśmiechnęłam się i pozwoliłam jej dalej zgadywać

Cała zabawa zaczęła się podczas zwykłego spotkania przy kawie. Koleżanka nachyliła się i zapytała, czym się spryskałam. Najpierw próbowała zgadnąć markę, później zaczęła wymieniać drogie flakony. W pewnym momencie padło Nishane Hacivat. Zrobiło mi się zabawnie, bo wiedziałam, że odpowiedź jest zupełnie inna. Miałam na sobie Qaed Al Fursan marki Ard al Zaafaran. To woda perfumowana unisex o pojemności 50 ml, dostępna online w Hebe. Sam sklep opisuje ją jako kompozycję na jesienne i zimowe dni, z egzotycznym ananasem przełamanym dymnym charakterem.

Zobacz także:

Nie mówię jednak, że to zamiennik Hacivat ani perfumy pachnące identycznie. Takie porównanie byłoby zbyt daleko idące. Perfumy można odbierać podobnie ze względu na pewne skojarzenia, ale każdy rozwija się inaczej na konkretnej skórze. U mnie najciekawsze jest właśnie to, że początek wcale nie zdradza, w jaką stronę kompozycja pójdzie później. Pierwsze chwile są wyraźne i soczyste. Czuję owocową świeżość, ale nie kojarzy mi się ona z wakacyjną wodą zapachową. Szybko pojawia się cięższy charakter i wtedy zaczynam rozumieć, dlaczego najlepiej nosi mi się te perfumy przy chłodniejszej pogodzie. Koleżance ceny nie zdradziłam od razu. Najpierw pozwoliłam jej powąchać nadgarstek jeszcze raz. Dopiero później powiedziałam, ile naprawdę kosztuje flakon. Wtedy przestała zgadywać.

hebe.pl

Najpierw pojawia się ananas z szafranem, ale zapach szybko nabiera głębi. Jaśmin i jodła balsamiczna zmieniają jego charakter

Piramida zapachowa wyjaśnia, skąd bierze się pierwsze wrażenie. W nucie głowy znajdują się ananas oraz szafran. To właśnie ananas odpowiada za owocowe otwarcie, a szafran od początku dodaje mu mniej oczywistego charakteru. Po chwili do głosu dochodzi serce kompozycji. Tutaj pojawiają się jaśmin i jodła balsamiczna. To połączenie podoba mi się znacznie bardziej niż typowo słodkie, deserowe perfumy, których jesienią jest wszędzie pełno. Nie dostaję waniliowego ulepu. Zapach idzie w bardziej wyrazistą stronę.

Szukasz ciekawych porad urodowych? To również warto sprawdzić: Hitowe serum do włosów znów w Action. 8,78 zł za 150 ml, a w innych sklepach drożyzna. Zrobiłam zapas

Właśnie na tym etapie przestaję myśleć o nim jak o zwykłym owocowym zapachu. Soczysty początek zostaje w tle, a całość nabiera mocniejszego charakteru. Na mojej skórze dobrze współgra ze swetrami, marynarką i płaszczem. Latem sięgam po inne flakony, ale jesienią taki kierunek bardzo mi odpowiada. Podoba mi się też oznaczenie unisex. Nie ma tutaj konieczności dzielenia zapachu na typowo damski i typowo męski. Dla mnie pachnie po prostu ciekawie. Na innej osobie poszczególne nuty mogą układać się trochę inaczej, dlatego przy perfumach zawsze wolę sprawdzić je na własnej skórze, zamiast sugerować się samą nazwą czy opisem.

Flakon 50 ml kosztuje 21,75 zł i właśnie tego koleżanka nie chciała mi uwierzyć. W bazie siedzą oud, cedr i bursztyn

Za wodę perfumowaną Ard al Zaafaran Qaed Al Fursan o pojemności 50 ml trzeba zapłacić 21,75 zł. Dla mnie właśnie zestawienie ceny z charakterem kompozycji jest tutaj największym zaskoczeniem. Nie dostaję prostego zapachu, który od początku do końca pachnie jedną słodką nutą. Po owocowo przyprawowym otwarciu i bardziej aromatycznym sercu zostaje jeszcze baza.

A ta jest zdecydowanie cięższa. Znajdują się w niej agar, czyli oud, cedr oraz bursztyn. To właśnie bursztynowa baza najbardziej zostaje mi w pamięci. Gdy początkowa owocowość cichnie, zapach robi się cieplejszy i głębszy. Na mnie utrzymuje się długo i po kilku godzinach nadal go wyczuwam, szczególnie bliżej skóry i ubrania. Traktuję to jednak jako moje doświadczenie, bo trwałość perfum zależy od skóry, liczby aplikacji i warunków. 

Jesienią spryskuję nim nadgarstki przed wyjściem i nie potrzebuję kilku różnych flakonów. Ten zapach pasuje mi zarówno na zwykły dzień, jak i wieczór

Najbardziej lubię perfumy, których nie muszę zostawiać wyłącznie na specjalną okazję. Qaed Al Fursan noszę do zwykłego swetra i jeansów, ale zabieram też na wieczorne wyjście. Za każdym razem zwracam uwagę na ilość. To nie jest dla mnie zapach, którym oblewam się od stóp do głów. Przy pierwszym użyciu zaczynam oszczędnie i sprawdzam, jak kompozycja rozwija się przez kolejne godziny. Mocniejsze nuty potrzebują chwili. Nie oceniam ich po kilku sekundach od psiknięcia, bo właśnie późniejszy etap podoba mi się tutaj najbardziej.

Flakon ma też tę zaletę, że nie boję się go normalnie używać. Zdarzało mi się kupić znacznie droższe perfumy, a później oszczędzać je na „lepsze okazje”. W rezultacie piękna butelka stała miesiącami na półce. Tutaj nie mam tego problemu. Sięgam po zapach wtedy, kiedy mam na niego ochotę. Nie oczekuję przy tym, że produkt za niewiele ponad dwadzieścia złotych udowodni komukolwiek, że drogie perfumy nie mają sensu. Mają, jeśli kochamy konkretną kompozycję. Lubię jednak odkrywać tańsze zapachy, które potrafią mnie zaskoczyć i nie pachną banalnie. A mina koleżanki? Bezcenna. Jeszcze chwilę wcześniej była przekonana, że rozpoznała bardzo drogi flakon. Kiedy powiedziałam jej, że to arabskie perfumy znalezione w Hebe, od razu poprosiła o nazwę. I właśnie takie kosmetyczne odkrycia lubię najbardziej, nie potrzebują wielkiego logo, żeby ktoś zapytał: „czym ty tak pachniesz?”.