Pierwsze chłodne poranki zawsze kończą się u mnie przeglądem szafy. Letnie marynarki przestają wystarczać, ale na grubą zimową kurtkę jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Wtedy zaczynam szukać czegoś pomiędzy, co założę do jeansów, sukienki czy dzianinowego kompletu. W tym roku zależało mi jeszcze na jednym. Chciałam znaleźć okrycie, które nie będzie dodawało sylwetce niepotrzebnej objętości. I tak trafiłam na ideał w Sinsay.

Co roku miałam ten sam problem z kurtką na jesień i początek zimy. W luźnych fasonach moja talia znikała

Pikowane kurtki bardzo lubię za wygodę, ale przez lata miałam z nimi jeden problem. Wiele modeli po założeniu układało się na mnie niemal zupełnie prosto. Szczególnie przy dłuższym fasonie miałam wrażenie, że moja talia gdzieś znika, a ja sama wyglądam szerzej, niż bym chciała.

Zobacz także:

Z krótkimi kurtkami nie zawsze było lepiej. Są świetne do spodni z wysokim stanem, ale jesienią coraz częściej wolę dłuższe okrycie. Gdy rano jest chłodno i wieje, dodatkowe centymetry materiału naprawdę robią mi różnicę. Nie chciałam więc rezygnować z długości tylko po to, żeby zachować proporcje sylwetki.

Właśnie dlatego zaczęłam przyglądać się długim fasonom z paskiem. To prosty detal, a daje znacznie większą kontrolę nad tym, jak okrycie układa się na ciele. Mogę zawiązać go mocniej i zaznaczyć talię albo zostawić luźniejszy, gdy pod spodem mam gruby sweter.

Tym razem nie musiałam długo szukać. W Sinsay zobaczyłam pikowany model, który z daleka przypomina trencz. Ma długi krój i charakterystyczne pikowanie, ale zamiast całkowicie prostej formy dostałam pasek pozwalający zaznaczyć talię. Właśnie na takim połączeniu najbardziej mi zależało.

Pikowany trencz z Sinsay kosztuje 119,99 zł i ma piękny czekoladowy odcień. Pasek w talii całkowicie zmienia charakter tego długiego fasonu

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to kolor. Nie jest to typowa czerń ani jasny beż, których jesienią wszędzie jest pełno. Pikowany trencz z Sinsay ma odcień mlecznej czekolady, który wygląda spokojnie i łatwo połączyć go z kolorami, które już mam w szafie. Sam fason też jest ciekawy. Trencz jest długi i pikowany w duże romby. Ma szeroki kołnierz, dwurzędowe zapięcie na guziki, kieszenie oraz pasek do wiązania w talii. Właśnie ten ostatni element jest dla mnie najważniejszy.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Po zawiązaniu paska długa, pikowana forma nie wygląda już tak ciężko. Talia zostaje zaznaczona, a góra i dół są od niej wyraźnie oddzielone. Oczywiście efekt będzie zależał od sylwetki i sposobu wiązania, ale możliwość regulowania fasonu jest dla mnie znacznie praktyczniejsza niż w przypadku prostego płaszcza bez paska.

Podoba mi się również połączenie dwóch stylów. Z jednej strony mam pikowanie kojarzące się z typowo jesienną kurtką, z drugiej fason przypomina klasyczny trencz. Cena wynosi 119,99 zł. I właśnie tutaj zrobiło się jeszcze ciekawiej. To kwota, którą spokojnie mogłabym wydać na jeansową kurtkę, a tutaj dostaję znacznie dłuższe okrycie na chłodniejsze miesiące.

Czekoladowy pikowany trencz pasuje do jeansów, dzianin i jesiennych sukienek. Zimą wykorzystałabym go warstwowo

Kolor mlecznej czekolady daje mi naprawdę sporo możliwości. Na co dzień najprościej zestawiłabym ten pikowany trencz z Sinsay z jasnymi jeansami, kremowym swetrem i brązowymi botkami. To zestaw, nad którym rano nie trzeba długo myśleć, a wszystkie kolory dobrze się ze sobą łączą.

Przy ciemniejszych stylizacjach poszłabym w drugą stronę. Czarne spodnie, golf i botki tworzą spokojną bazę, a czekoladowe okrycie trochę ją ociepla. Jesienią bardzo lubię też połączenie brązu z bordo, oliwkową zielenią i śmietankową bielą. Nie trzeba od razu kupować nowych ubrań. Wystarczy wykorzystać rzeczy, które zwykle wracają do szafy o tej porze roku.

To również może cię zainteresować: Weszłam do Sinsay i od razu złapałam czekoladową parę. Proste nogawki pięknie wysmuklają uda, pas nie uciska, tylko 59,99 zł

Trencz widzę również w bardziej kobiecej wersji. Długa dzianinowa sukienka, kozaki i przewiązany pasek stworzą prosty zestaw na wyjście do miasta. Przy spódnicy zwróciłabym jedynie uwagę na długości, żeby poszczególne warstwy dobrze się ze sobą układały. Gdy zrobi się chłodniej, pod spód założyłabym grubszy sweter albo golf. Pasek można wtedy zawiązać luźniej, dzięki czemu pod okryciem zostanie więcej miejsca na dodatkową warstwę. Do tego duży szalik, wysokie buty i mam zestaw na chłodniejszy dzień bez rezygnowania z zaznaczonej talii.