Są takie wieczory, kiedy zamiast wychodzić z domu, najchętniej zakładam grube skarpety, robię herbatę i włączam film, który znam niemal na pamięć. Gdy dni stają się krótsze, a za oknem coraz szybciej robi się ciemno, domowe seanse znowu mają swój klimat. Wiele osób właśnie wtedy wraca do Harry'ego Pottera. I chyba dlatego nowość, którą znalazłam w Kik, tak szybko przywołała mi jedno konkretne skojarzenie.

Lewitujące świeczki z Kik wyglądają jak z Wielkiej Sali w Hogwarcie. Kosztują 45 zł i mają własną różdżkę

W Kik pojawił się zestaw pięciu białych świeczek LED z różdżką za 45 zł. Kiedy zobaczyłam je obok siebie, od razu pomyślałam o świecach unoszących się nad stołami w Wielkiej Sali w Hogwarcie. Tutaj oczywiście nie mamy do czynienia z prawdziwą magią, ale pomysł jest na tyle zabawny, że fani Harry'ego Pottera mogą mieć sporą frajdę.

Zobacz także:

Świeczki są przeznaczone do zawieszenia. Każda ma około 27 cm wysokości i znajduje się na mniej więcej 1,5 metrowym kabelku. Dzięki temu można rozwiesić je na różnych wysokościach, co daje właśnie ten charakterystyczny efekt świec unoszących się w powietrzu. W zestawie znajduje się też czarna różdżka o długości około 35,5 cm.

Najciekawsze dzieje się jednak dopiero po uruchomieniu dekoracji. Świeczki mają diody LED o ciepłej bieli i efekt imitujący prawdziwy płomień. Zamiast podchodzić do każdej z osobna, można sterować nimi dołączoną różdżką. I właśnie ten detal robi całą robotę. W końcu zwykłe lampki LED mamy już chyba w każdej możliwej wersji, ale zapalanie świec różdżką brzmi znacznie ciekawiej.
Trzeba tylko pamiętać o bateriach. Do zasilania potrzebnych jest pięć baterii AA oraz jedna AAA, których nie ma w zestawie.

Jesienny maraton Harry'ego Pottera aż prosi się o taką dekorację. Ciepłe światło może zmienić zwykły salon na jeden wieczór

Nie wiem, czy to kwestia wcześniejszych zachodów słońca, chłodniejszych wieczorów czy zwykłej nostalgii, ale Harry Potter wyjątkowo pasuje mi do tej części roku. Koc, kubek czegoś ciepłego, zgaszone główne światło i kilka godzin w Hogwarcie brzmią jak całkiem dobry plan na wolny wieczór.

Właśnie w takiej sytuacji widzę te świeczki najbardziej. Nie traktowałabym ich jak klasycznej lampy, która ma porządnie oświetlić pokój. To przede wszystkim dekoracja, która ma zrobić klimat. Można zawiesić je nad stołem, w części salonu przygotowanej do oglądania filmu albo wykorzystać podczas tematycznego wieczoru ze znajomymi.

Ciepła barwa LED jest tutaj dużym plusem. Przy tego rodzaju ozdobach zimne, mocno białe światło potrafi zepsuć cały efekt. Tutaj światło ma ciepły odcień, a imitacja płomienia ma sprawiać, że świeczki wyglądają bardziej naturalnie niż zwykłe świecące rurki.

Podoba mi się też to, że nie trzeba ograniczać tej dekoracji wyłącznie do seansu Harry'ego Pottera. Po sezonie filmowych maratonów można wykorzystać ją podczas Halloween, domowej imprezy albo po prostu wtedy, kiedy mamy ochotę zrobić w mieszkaniu trochę bardziej tajemniczy nastrój.

A jeżeli macie zwierzaki, do takiego leniuchowania na kanapie lub na łóżku przyda się to: Przyszła jesień i kot pakuje mi się do łóżka. Na tej narzucie z Jysk może leżeć ile chce, taniutka i pierze się bez problemu

Świeczki LED nie wymagają prawdziwego ognia. Sposób zawieszenia daje sporo możliwości aranżacji

Przy tradycyjnych świecach zawieszonych nad głową miałabym zdecydowanie więcej pytań niż zachwytów. Tutaj źródłem światła są diody LED, więc nie ma otwartego płomienia. To szczególnie istotne przy dekoracji, która z założenia ma wisieć.

Długie kabelki pozwalają też pobawić się ustawieniem. Ja nie wieszałabym wszystkich świec idealnie w jednej linii. Znacznie ciekawszy efekt powinno dać rozmieszczenie ich na kilku wysokościach. Wtedy z dalszej perspektywy rzeczywiście mogą sprawiać wrażenie zawieszonych w przestrzeni.

Oczywiście trzeba znaleźć odpowiednie miejsce do zamocowania przewodów i właśnie to może być dla części osób minusem. Nie jest to ozdoba, którą po prostu stawiamy na komodzie i po sprawie. Wymaga odrobiny przygotowania, szczególnie gdy zależy nam na ładnym efekcie bez plątaniny widocznych kabelków.

Mimo to sam pomysł bardzo do mnie przemawia. Zwłaszcza że millenialsi, którzy dorastali razem z Harrym, Ronem i Hermioną, dziś urządzają własne mieszkania i nadal chętnie wracają do filmów z dzieciństwa. Taka dekoracja puszcza do nich oko, ale nie musi przez cały czas wyglądać jak gadżet fana. Białe świece są dość proste, a cała zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy je zawiesimy, zgasimy światło i sięgniemy po różdżkę. Czasem tyle wystarczy, żeby zwykły piątkowy seans zrobił się znacznie ciekawszy.