Mam sporą słabość do jesiennych i zimowych perfum. Gdy robi się chłodniej, lekkie, świeże kompozycje odkładam na bok, a zaczynam szukać czegoś cieplejszego, bardziej kremowego i otulającego. Lubię zapachy, które mają charakter, ale nie są przy tym duszące ani przesadnie słodkie. Takie, które pasują zarówno do grubego swetra i wełnianego płaszcza, jak i eleganckiej sukienki na wieczór. Przez lata przetestowałam ich naprawdę sporo, jednak jeden flakon zajmuje u mnie szczególne miejsce.

Yves Saint Laurent Black Opium to mój ulubiony zapach na chłodne dni. Wracam do niego od prawie 10 lat

Mowa o Yves Saint Laurent Black Opium, czyli wodzie perfumowanej, która pojawiła się na rynku w 2014 roku. W Notino flakon o pojemności 30 ml kosztuje 280,90 zł, ale z kodem SZALENSTWO cena spada do 224,72 zł. To nadal niemały wydatek, zwłaszcza jak na taką pojemność. Mimo wszystko jest to jeden z niewielu zapachów, do których wracam bez większego zastanowienia.

Zobacz także:

Próbowałam znaleźć tańszy zamiennik Black Opium. Testowałam różne perfumy z kawą, wanilią i słodkimi nutami, ale zawsze czegoś mi brakowało. Jedne były zbyt cukierkowe, inne za ciężkie, a jeszcze inne po prostu nie miały tego charakterystycznego ciepła, za które tak lubię oryginał.

fot. notino.pl

Najbardziej podoba mi się w nim to, że jest słodki, ale w bardzo elegancki sposób. Nie kojarzy mi się z tanimi, waniliowymi mgiełkami, tylko raczej z dobrą kawiarnią, w której pachnie świeżo mieloną kawą, kremowymi deserami i drogimi perfumami.

Black Opium ma w sobie coś „puchatego”. Pachnie jak miękki, kaszmirowy szal owinięty wokół szyi, gdy na zewnątrz jest zimno. Jednocześnie nie jest grzeczny ani nijaki. Ma lekki pazur, który sprawia, że odbieram go jako zapach dojrzały i bardzo kobiecy.

Kawa, wanilia i jaśmin tworzą niezwykle przytulne połączenie. Black Opium pachnie jak wizyta w eleganckiej kawiarni

Sekret Black Opium tkwi przede wszystkim w połączeniu kawy i wanilii. To właśnie te dwie nuty najbardziej kojarzą mi się z chłodniejszymi miesiącami. Kawa dodaje kompozycji głębi i odrobiny wytrawności, a wanilia sprawia, że całość staje się miękka, kremowa i przyjemnie słodka.

Ale to nie wszystko. W pierwszych chwilach można wyczuć również gruszkę, kwiat pomarańczy i lekko pikantny różowy pieprz. Później pojawia się jaśmin, który dodaje zapachowi elegancji. W bazie, oprócz wanilii, znalazły się także paczula i cedr. Dzięki temu perfumy nie pachną jak zwykły deser. Są słodkie, ale mają też ciemniejszą, bardziej zmysłową stronę. Właśnie za ten kontrast lubię je najbardziej.

Najchętniej sięgam po nie na wieczorne wyjścia, spotkania przy kawie albo wtedy, gdy zakładam ulubiony płaszcz i gruby szalik. Pasują mi również do spokojnych zimowych weekendów. Nie potrzebuję specjalnej okazji, żeby ich używać.

Trzeba jednak przyznać, że nie każdemu taka kompozycja przypadnie do gustu. Osoby przyzwyczajone do świeżych, cytrusowych perfum mogą uznać Black Opium za zbyt intensywne. Sama w cieplejsze dni wolę coś lżejszego. Za to od października aż do końca zimy mogłabym nosić je niemal bez przerwy.

To również cię zainteresuje: "Czym tak pachniesz?" - słyszę to cały czas. Ta mgiełka jest trwała jak perfumy i pachnie jak nisza

Nie tylko Black Opium pięknie pachnie jesienią i zimą. Te 3 zapachy mają podobnie ciepły charakter

Chociaż Black Opium pozostaje moim faworytem, jest kilka innych perfum, które mają podobny, otulający klimat. Nie są jego dokładnymi zamiennikami, ale mogą spodobać się kobietom lubiącym ciepłe, eleganckie kompozycje.

Pierwsze to Dolce & Gabbana The Only One. Również znajdziemy tu kawowe akcenty, ale połączone z karmelem i kwiatowymi nutami. Całość jest bardzo kobieca, słodka i przyjemnie kremowa. Dla mnie to zapach, który świetnie pasuje do eleganckiego swetra i kolacji w restauracji.

Drugą propozycją jest Montale Intense Cafe. Tutaj klimat kawiarni jest jeszcze bardziej wyrazisty, choć obok kawy mocno zaznacza się róża. Zapach jest intensywny, słodki i zdecydowanie bardziej charakterystyczny. Radziłabym przetestować go na skórze przed zakupem, ponieważ różane nuty nie każdemu odpowiadają.

Na koniec Armani Sì Intense, czyli nieco inna odsłona jesiennej elegancji. Zamiast kawy na pierwszy plan wysuwają się owocowe akcenty czarnej porzeczki i ciepła wanilia. Jest bardziej owocowy, ale nadal głęboki, kobiecy i otulający.

Każdy z tych zapachów ma swój charakter. Ja jednak, kiedy nadchodzą pierwsze naprawdę zimne poranki, najczęściej sięgam po czarny flakon z różowym środkiem. Black Opium ma dla mnie idealną równowagę między słodyczą, ciepłem i elegancją. I choć jego cena potrafi zaboleć, po tylu latach wiem już, że wolę kupić mniejszy flakon oryginału niż kolejny zamiennik, który nie do końca mnie przekonuje.