Po powrocie z urlopu moje włosy zdecydowanie nie wyglądały tak dobrze jak zdjęcia z wakacji. Słońce, wiatr, słona i chlorowana woda zrobiły swoje – były suche, szorstkie, plątały się i straciły miękkość. Zamiast jednak wydawać kilkadziesiąt złotych na kolejną kurację, podczas wizyty w Rossmannie sięgnęłam po niepozorną saszetkę za 4,99 zł. Maska Isana Professional Season Protect kosztuje mniej niż kawa na mieście, a została stworzona właśnie z myślą o włosach, którym dały się we znaki lato i zima. Po użyciu szybko zrozumiałam, skąd biorą się tak wysokie oceny tego kosmetyku.

Po wakacjach moje włosy wołały o pomoc. Za ratunek zapłaciłam w Rossmannie niecałe 5 zł

Uwielbiam lato, ale moje włosy zdecydowanie nie podzielają tego entuzjazmu. Wystarczy kilka dni spędzonych na słońcu, kąpiele w morzu i basenie oraz suszenie włosów na wietrze, żeby po powrocie do domu zamiast miękkich pasm mieć na głowie coś, co przypomina siano. Dokładnie tak było u mnie po ostatnim urlopie. Końcówki stały się szorstkie, włosy zaczęły się mocniej plątać, a przy rozczesywaniu musiałam uważać, żeby dodatkowo ich nie uszkodzić. Najbardziej przeszkadzało mi jednak to, że zupełnie straciły swoją miękkość i wyglądały na matowe. W takich sytuacjach zwykle zaczynam przeglądać półki z maskami i odżywkami, ale tym razem nie chciałam kupować dużego opakowania produktu za kilkadziesiąt złotych.

Zobacz także:

W Rossmannie zwróciłam więc uwagę na Isana Professional Season Protect. To intensywnie pielęgnująca maska zamknięta w niewielkim, 20-mililitrowym opakowaniu. Kosztuje 4,99 zł, więc potraktowałam ją początkowo jako jednorazową kurację regeneracyjną po wakacjach. Producent deklaruje, że kosmetyk powstał z myślą o włosach zniszczonych zarówno latem, jak i zimą. Ma chronić je przed łamaniem, ułatwiać rozczesywanie, działać antystatycznie, a jednocześnie nie obciążać pasm. To dokładnie ten zestaw obietnic, którego potrzebowałam po urlopie. Szczególnie spodobało mi się to, że nie musiałam od razu inwestować w duże opakowanie. Saszetka za niecałe 5 zł pozwala najpierw sprawdzić, czy nasze włosy w ogóle polubią się z taką pielęgnacją.

fot. rossmann.pl

Keratyna i masło shea to duet stworzony dla przesuszonych pasm. Właśnie na te składniki zwróciłam uwagę

Najbardziej zainteresował mnie skład pielęgnacyjny maski. Isana Professional Season Protect zawiera keratynę i masło shea, czyli składniki często spotykane w produktach przeznaczonych do włosów wymagających intensywniejszej pielęgnacji. Po lecie moje pasma potrzebują przede wszystkim wygładzenia i ochrony przed dalszym łamaniem, dlatego taka kombinacja od razu wydała mi się sensowna. Producent podkreśla, że kosmetyk ma intensywnie pielęgnować włosy, ale bez ich obciążania. Dla mnie to ważne, bo mam złe doświadczenia z bardzo ciężkimi maskami – zaraz po użyciu włosy rzeczywiście są gładkie, ale następnego dnia wyglądają, jakby od mycia minął tydzień. Tutaj najbardziej zależało mi na efekcie miękkich, łatwiejszych do rozczesania pasm. I właśnie różnicę podczas rozczesywania zauważyłam najszybciej.

Jeśli szukasz kosmetycznych ciekawostek, to też może cię zainteresować: Pachnie różą i migdałami jak kultowa pianka Rituals, a w Action kosztuje 15 zł. Butelka ma aż 750 ml

Po zastosowaniu maski szczotka nie zatrzymywała się co chwilę na splątanych końcówkach, a same włosy były przyjemniejsze w dotyku i bardziej zdyscyplinowane. Nie oczekiwałam oczywiście, że saszetka za 4,99 zł cofnie wszystkie skutki kilku tygodni wystawiania włosów na słońce. Żaden kosmetyk nie „sklei” trwale rozdwojonych końcówek ani nie cofnie mechanicznych uszkodzeń. Dobra maska do włosów może jednak poprawić wygląd i odczuwalną kondycję włosów, wygładzić je oraz ułatwić codzienną pielęgnację. U mnie właśnie ten efekt zrobił największe wrażenie. Dodatkowym plusem jest deklarowane działanie antystatyczne, które może przydać się nie tylko po lecie. Jesienią i zimą, kiedy zaczynam nosić swetry, szaliki i czapki, elektryzujące się włosy potrafią doprowadzić mnie do szału.

Efekt po użyciu zaskoczył mnie bardziej niż cena. Moje „siano” w końcu zaczęło przypominać zadbane włosy

Pierwsze, co zauważyłam po wysuszeniu, to zdecydowanie większa miękkość. Włosy nie sprawiały już wrażenia tak szorstkich, a końcówki wyglądały na bardziej uporządkowane. Podobało mi się też, że nie dostałam w zamian efektu ciężkiej, tłustej tafli. W przypadku intensywnych masek zawsze mam z tyłu głowy obawę, że przesadzę z ilością i zamiast fryzury będę miała przyklapnięte strąki. Tutaj niewielka saszetka okazała się bardzo wygodna, zwłaszcza jako doraźna pielęgnacja po urlopie. Maska ma również neutralne dla skóry pH i – zgodnie z informacją producenta – została przebadana dermatologicznie.

Oczywiście efekt kosmetyku będzie zależał od rodzaju i kondycji włosów. To, co moje przesuszone pasma przyjęły z wdzięcznością, na bardzo cienkich albo łatwo obciążających się włosach może zachowywać się inaczej. Dlatego właśnie małe opakowanie uważam za zaletę. Za 4,99 zł można wykonać próbę bez kupowania pełnowymiarowego kosmetyku, który później przez pół roku stoi pod prysznicem. Wysoka ocena 4,9/5 dodatkowo przyciąga uwagę, ale dla mnie ważniejsze było to, co zobaczyłam po użyciu: włosy łatwiej się rozczesywały, były bardziej miękkie i po prostu wyglądały schludniej. Po urlopowym przesuszeniu dokładnie na takim szybkim efekcie mi zależało.

Za 4,99 zł nie oczekiwałam cudów, dlatego tym bardziej mnie kupiła. Po lecie chętnie będę trzymać saszetkę w łazience

Isana Professional Season Protect nie zastąpi podcięcia mocno rozdwojonych końcówek ani regularnej, dobrze dobranej pielęgnacji, ale jako szybka kuracja po wakacjach bardzo mi się spodobała. I chyba właśnie w tym tkwi największy urok tego produktu. Nie trzeba planować dużego kosmetycznego zakupu ani wydawać kilkudziesięciu złotych. Wchodzę do Rossmanna, płacę 4,99 zł i mam niewielką porcję maski stworzonej z myślą o włosach, które ucierpiały pod wpływem lata albo zimy. Dla mnie to również świetna opcja do zabrania w kolejną podróż – 20 ml zajmuje niewiele miejsca w kosmetyczce, a po kilku dniach spędzonych na plaży taka dodatkowa porcja pielęgnacji może okazać się bardzo przydatna.

Sama zamierzam pamiętać o niej także zimą, bo wtedy moje włosy z kolei dostają w kość od suchego powietrza w ogrzewanych pomieszczeniach, mrozu i ciągłego kontaktu z czapką czy szalikiem. Najbardziej przekonała mnie jednak relacja ceny do efektu. Za mniej niż 5 zł dostałam kosmetyk, po którym moje przesuszone po urlopie włosy wyglądały znacznie lepiej i nie sprawiały już wrażenia tak szorstkich. Jeśli więc po wakacjach też patrzysz w lustro i zastanawiasz się, co stało się z miękkimi włosami sprzed wyjazdu, tę małą saszetkę warto mieć na oku. Czasem zamiast kosztownej akcji ratunkowej wystarczy zacząć od drobiazgu z drogeryjnej półki.