Jesienią najbardziej odczuwam, jak ważne jest oświetlenie mieszkania. Słońce zachodzi coraz wcześniej i nagle okazuje się, że główna lampa na suficie nie daje mi tego przytulnego efektu, którego szukam. Zaczynam wtedy zapalać małe lampki i świece, a mocne górne światło zostawiam na sprzątanie. W ostatnich latach coraz bardziej podobają mi się także kinkiety. Nie zabierają miejsca na stoliku czy komodzie, a potrafią stworzyć bardzo przyjemne światło w miejscu, w którym akurat go potrzebuję.
Wieczorem rezygnuję z jednej mocnej lampy na rzecz kilku mniejszych źródeł światła. Wnętrze od razu wydaje mi się cieplejsze i bardziej przytulne
Przez długi czas traktowałam kinkiety przede wszystkim jako praktyczne lampki do korytarza. Dopiero później zauważyłam, jak dużo mogą zrobić również w salonie czy sypialni. Odpowiednio dobrany model wygląda na ścianie trochę jak biżuteria. Nawet wtedy, gdy światło jest wyłączone, nadal pozostaje dekoracją.
Zobacz także:
Jesienią taki sposób oświetlania mieszkania odpowiada mi najbardziej. Zamiast zapalać jedną mocną lampę, wolę mieć kilka delikatniejszych punktów. Lampka na komodzie, niewielki kinkiet przy lustrze i światło obok fotela wystarczą, żeby wieczorem zrobiło się znacznie przyjemniej.
Szczególnie podobają mi się teraz lampy inspirowane nieco starszym wzornictwem. Mleczne szkło, zaokrąglone kształty i elementy przypominające mosiądz dobrze wyglądają obok drewna, ciemnej zieleni czy obrazów w klasycznych ramach. Nie trzeba przy tym urządzać całego mieszkania od początku.
Właśnie dlatego zatrzymałam się przy nowości z IKEA. Kinkiet wygląda jak niewielka świetlna perła zawieszona obok lustra. Gdy zobaczyłam jego cenę, zainteresował mnie jeszcze bardziej.
Kinkiet Akterspring z IKEA kosztuje 69,99 zł. Opalowe szkło i mosiądz sprawiają, że wygląda znacznie bardziej elegancko
Nowy kinkiet Akterspring z IKEA ma zaledwie 15 cm, ale zdecydowanie nie ginie na ścianie. Jego forma jest bardzo prosta. Najważniejszym elementem jest okrągły, biały klosz wykonany z opalowego, dmuchanego szkła. Za nim znajduje się okrągła podstawa o mosiężnym wykończeniu.
To właśnie zestawienie najbardziej mi się spodobało. Biała kula wygląda delikatnie, natomiast złocisty odcień z tyłu dodaje całości cieplejszego charakteru. Nie ma tu wielu dekoracyjnych elementów ani wymyślnego kształtu. Cały efekt robią materiały, proporcje i kolorystyka.
fot. ikea.com
IKEA zaznacza, że jest to lampa ścienna przeznaczona do stałej instalacji. Trzeba więc pamiętać, że nie jest to lampka, którą po prostu stawiam na półce i podłączam do najbliższego gniazdka. Wkręty są sprzedawane oddzielnie.
Osobno trzeba kupić również żarówkę. IKEA rekomenduje do tego modelu żarówkę LED E14 w kształcie kulki. To dodatkowy wydatek, który warto uwzględnić przed zakupem. Sam kinkiet kosztuje natomiast 69,99 zł. Patrząc na dmuchane szkło i dekoracyjne mosiężne wykończenie, cena wydaje mi się szczególnie ciekawa.
Kinkiet najlepiej wygląda tam, gdzie światło może stać się częścią dekoracji. Ja połączyłabym go z drewnem, lustrami i ciepłymi kolorami
Pierwsze miejsce, o którym pomyślałam, to ściana obok lustra. Okrągły klosz odbija się w tafli, a wieczorem światło może dodatkowo podkreślić ramę i dekoracje wiszące wokół. Podobny kinkiet widzę też przy łóżku. To rozwiązanie dla osób, które nie chcą zajmować niewielkiego stolika nocnego klasyczną lampką. Ściana pozostaje wykorzystana, a na blacie zostaje miejsce na książkę, okulary czy kubek z herbatą.
W salonie zestawiłabym go z drewnianą komodą i obrazami w brązowych albo złocistych ramach. Dobrze pasowałaby również ciemna zieleń, czekoladowy brąz, beż i krem. Przy takim oświetleniu nie potrzebowałabym wielu błyszczących dodatków. Mosiężny element kinkietu jest już wystarczającym akcentem.
To również może cię zainteresować: Zobaczyłam cenę 3,99 zł i pojemność 520 ml, to wpakowałam od razu 4 do koszyka. Jesienne szkło z Dino to petarda na herbatki
Podoba mi się też pomysł wykorzystania dwóch takich lamp po obu stronach większego lustra. Powstaje wtedy bardziej uporządkowana kompozycja, która może pasować zarówno do sypialni, jak i przedpokoju. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, że nie trzeba zmieniać całego wnętrza, żeby uzyskać ciekawy efekt.

Obserwuj nas na Google







