Jesienią coraz więcej wieczorów spędzam w domu. Kiedy robi się ciemno już po południu, nie zawsze mam ochotę zapalać duży żyrandol. Wolę kilka mniejszych punktów świetlnych, które nadają pokojowi przytulny charakter. Wystarczy lampka na komodzie, ulubiony fotel i kubek herbaty. Nie przepadam jednak za kupowaniem ozdób, które tylko stoją i zbierają kurz. Lubię, kiedy coś jest jednocześnie ładne i przydatne. Dlatego zwróciłam uwagę na niewielką lampę LED z Pepco. Jej wygląd przypomina mi dekoracje oglądane w antykwariatach, choć w rzeczywistości to współczesny produkt.
Złota lampka z Pepco wygląda jak znalezisko z antykwariatu. Żłobiony klosz przypomina eleganckie oświetlenie sprzed lat
W Pepco znalazłam złotą lampę stołową LED w stylu vintage. Jej największą ozdobą jest transparentny klosz o stożkowym kształcie, pokryty wyraźnymi żłobieniami. To właśnie ten detal spodobał mi się najbardziej. Przezroczyste ścianki mają dekoracyjne załamania, a złote akcenty dodają im elegancji. Na zdjęciu klosz wygląda niemal jak ozdobne szkło z dawnych lat. Całość osadzono na smukłej, złotej nóżce. U dołu znajduje się zaokrąglona podstawa, a na szczycie niewielki złoty element, który ładnie zamyka całą formę.
Zobacz także:
Podoba mi się, że producent nie przesadził ze zdobieniami. Nie ma tu kryształków, kolorowych wzorów ani wielkich dekoracyjnych ornamentów. Wystarczą żłobienia i złoty kolor, żeby lampka wyglądała ciekawie. Wyobrażam ją sobie w mieszkaniu urządzonym klasycznie, ale również w nowoczesnym salonie. Przy prostych meblach mogłaby stanowić jeden bardziej ozdobny akcent. Nie musiałabym przy tym wymieniać całego wyposażenia. Wystarczy ustawić ją na drewnianej komodzie obok kilku książek albo ceramicznego wazonu.
fot. pepco.pl
Wygląda jak z drogiego salonu oświetleniowego, a kosztuje 30 zł. Pepco zaskakuje ceną lampki LED
Przy takich dekoracjach zawsze zastanawiam się, czy rzeczywiście warto wydawać większe pieniądze. Lampy z ozdobnymi kloszami można znaleźć w sklepach wnętrzarskich, ale niektóre kosztują kilkaset złotych. Tymczasem złota lampka LED z Pepco kosztuje 30 zł. Przy tej cenie łatwiej pozwolić sobie na niewielką zmianę w salonie bez odkładania pieniędzy na kolejny zakup. Oczywiście nie porównywałabym jej jakości z zabytkowymi lampami z antykwariatu. Podobieństwo dotyczy przede wszystkim stylu i dekoracyjnego wyglądu.
Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też warto sprawdzić: Nie wydaję fortuny na fachowca, sama robię sobie nowe ściany w mieszkaniu. Wystarczy 1 popołudnie i to cudeńko z Sinsay
Przed zakupem warto też sprawdzić sposób zasilania oraz wymiary. Pepco nie podaje tych informacji w podstawowym opisie produktu. Nie zakładałabym więc, że lampka jest bezprzewodowa albo że można ją postawić w dowolnym miejscu bez dostępu do zasilania. Dlatego traktowałabym ją przede wszystkim jako dekoracyjne oświetlenie dodatkowe, a nie zamiennik porządnej lampy do czytania. Warto pamiętać także o dostępności. Produkty z oferty Pepco mogą trafiać do sklepów stopniowo, a liczba egzemplarzy zależy od konkretnej placówki.
Na komodzie wygląda elegancko, a w sypialni bardzo przytulnie. Tę złotą lampkę ustawiłabym w trzech miejscach
Pierwszym pomysłem jest salon. Postawiłabym lampkę na komodzie obok lustra w złotej lub drewnianej ramie. Dzięki temu jej dekoracyjny klosz byłby dobrze widoczny również w ciągu dnia. Nie dodawałabym już wielu błyszczących ozdób. Złota podstawa sama przyciąga wzrok, dlatego dobrałabym do niej prosty wazon i niewielki stos książek. Drugie miejsce to sypialnia. Taka lampka mogłaby ciekawie wyglądać na stoliku nocnym, szczególnie w towarzystwie jasnej pościeli i beżowych zasłon. Jej vintage'owy charakter pasowałby też do drewnianego łóżka.
Trzeba jedynie sprawdzić, czy daje odpowiednie światło do planowanego zastosowania. Jeśli wieczorem czytamy w łóżku, samo dekoracyjne oświetlenie może okazać się niewystarczające. Trzecia możliwość to przedpokój. Na niewielkiej konsoli albo szafce lampka mogłaby stworzyć przyjemny nastrój zaraz po wejściu do mieszkania.
Jeszcze ciekawiej wyglądałaby w towarzystwie jesiennych dekoracji. Kilka gałązek w wazonie, ceramiczna miseczka i złote światło to dla mnie wystarczająco dużo, żeby wnętrze stało się bardziej przytulne. Najbardziej lubię w takich zakupach to, że nie wymagają wielkich zmian. Nie trzeba malować ścian ani wymieniać mebli, żeby salon wyglądał nieco inaczej. A lampka, która przypomina ozdobę z dawnych lat, może zostać z nami znacznie dłużej niż jeden sezon. Nie jest przecież typowo świąteczna ani jesienna. Sprawdzi się również wtedy, gdy wszystkie sezonowe dekoracje wrócą już do pudełek.

Obserwuj nas na Google







