Co roku obiecuję sobie, że tym razem nie kupię żadnych nowych ozdób choinkowych. Mam przecież całe pudełka bombek, łańcuchów i światełek, które po świętach ledwo mieszczą się w szafie. Jednak kiedy przychodzi listopad, zaczynam przeglądać bożonarodzeniowe kolekcje i szukać czegoś, co nada drzewku zupełnie inny charakter. Tym razem marzy mi się choinka przypominająca te ze starych fotografii, na których między gałązkami połyskiwały prawdziwe świece. Właśnie dlatego tak spodobała mi się nowość z Sinsay.

WIDEO…

player placeholder

W Sinsay znalazłam lewitujące świeczki na choinkę. Wyglądają jak prawdziwe świece z dawnych lat

Przeglądając świąteczną ofertę Sinsay, natrafiłam na lampki choinkowe w kształcie świec. Od razu przypomniały mi się opowieści babci o tym, jak dawniej dekorowano bożonarodzeniowe drzewka. Zamiast elektrycznych lampek wykorzystywano prawdziwe świeczki umieszczane w specjalnych uchwytach. Wyglądało to pięknie, ale oczywiście wiązało się z ryzykiem pożaru. Dlatego współczesna wersja LED zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.

Świeczki mają smukłe, białe korpusy i niewielkie, wydłużone końcówki przypominające płomienie. Wyglądają niemal jak miniaturowe świece z wosku, które ktoś zaczarował i umieścił pomiędzy iglastymi gałązkami. Szczególnie ciekawie prezentują się na tle ciemnej zieleni choinki, ponieważ ich jasne sylwetki są wyraźnie widoczne nawet wtedy, gdy dekoracja pozostaje wyłączona.

Zobacz także:

Najbardziej podoba mi się efekt, jaki tworzą po zapaleniu. Ciepły, złocisty blask przywodzi na myśl prawdziwy ogień, ale nie ma tutaj żadnego żywego płomienia. Dzięki temu mogę uzyskać staroświecki, romantyczny klimat bez używania tradycyjnych świeczek.

Za cały komplet zapłaciłam 35,99 zł, co przy tak nietypowym wyglądzie dekoracji uważam za naprawdę rozsądną kwotę. W sklepach z ozdobami świątecznymi widywałam znacznie droższe dodatki, które nie robiły na mnie takiego wrażenia. To ciekawa propozycja dla osób, którym znudziły się zwyczajne światełka i które chcą w tym roku ubrać choinkę nieco inaczej.

świeczki na choinkę
fot. sinsay.com

Lampki choinkowe z Sinsay mają aż 5 metrów długości. Świecą na baterie i nie potrzebują gniazdka

Największą zaletą tych lampek jest dla mnie sposób zasilania. Zamiast podłączać choinkę do kontaktu, wystarczy umieścić w urządzeniu trzy baterie AAA. Nie są one dołączone do zestawu, dlatego trzeba dokupić je osobno. To szczególnie wygodne, gdy ustawiam drzewko w miejscu oddalonym od gniazdka. Nie muszę przeciągać przewodu przez pół salonu ani szukać przedłużacza, który później trzeba ukrywać za meblami. 

Cały sznur ma długość 500 cm, czyli aż 5 metrów, a rozmieszczono na nim 10 punktów świetlnych w kształcie świeczek. To wystarczająco dużo, żeby rozmieścić je w różnych częściach drzewka i stworzyć spójną kompozycję. W przypadku większej choinki można wykorzystać taki zestaw jako uzupełnienie pozostałych dekoracji świetlnych. Lampki emitują ciepłą barwę światła, która świetnie współgra ze złotymi bombkami, czerwonymi kokardami i naturalnymi ozdobami.

To też może cię zainteresować: Mama myślała, że to firany z krawieckiej manufaktury, a to z Pepco za grosze. Białe jak świeży śnieg i muśnięte metaliczną nicią

Te świeczki z Sinsay zostały już bestsellerem. Kupujący wystawili im wysoką ocenę

Nie tylko mnie wpadły w oko te nietypowe dekoracje, ponieważ na stronie Sinsay otrzymały już oznaczenie bestsellera. Lampki zebrały 35 opinii, a ich średnia wynosi aż 4,9 na 5 gwiazdek, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Wśród nich możemy przeczytać między innymi:

Cudowna girlanda, czekam, aż będzie można ją powiesić na choince.

Piękna girlanda, pięknie się świeci.

Super lampki.

Mnie najbardziej przekonuje połączenie tradycyjnego wyglądu z nowoczesnym sposobem działania. Już wyobrażam sobie, jak te niewielkie świeczki rozświetlą gałązki i nadadzą całej choince elegancji rodem ze starych świątecznych pocztówek. W tym roku zamierzam zestawić je z bordowymi kokardami, złotymi bombkami i kilkoma naturalnymi ozdobami, żeby stworzyć naprawdę wyjątkową dekorację.