Mam słabość do ładnie urządzonych kuchni. Nie chodzi mi wcale o drogie meble czy sprzęty z najnowszych katalogów. Najbardziej podobają mi się wnętrza w stylu nieco rustykalnym, gdzie na parapecie stoi doniczka z ziołami, na blacie drewniana deska, a przy oknie wisi delikatna firanka. Niby nic szczególnego, ale od razu robi się jakoś bardziej klimatycznie i swojsko.

W swojej kuchni też lubię od czasu do czasu coś zmienić. Ostatnio coraz częściej przyglądam się przede wszystkim zazdrostkom. Ideał znalazłam w Sinsay i całe szczęście, że zorientowałam się, że mają takie cudo w ofercie. Mam informację od zaprzyjaźnionej pracownicy tej sieci, że bardzo szybko się wyprzedają. I to nawet mimo że jest dopiero październik.

Zobacz także:

Zazdrostki znów pojawiają się w kuchennych oknach. Lubię je za to, że nie zasłaniają całego widoku na zewnątrz

Pamiętam, że u mojej babci w kuchni zawsze wisiała krótka firaneczka. Była zawieszona mniej więcej w połowie okna, dzięki czemu można było swobodnie wyglądać na podwórko. Babcia bardzo ją lubiła, bo nie zasłaniała całej szyby, a jednocześnie sprawiała, że kuchnia wyglądała bardziej domowo.

Dzisiaj coraz lepiej rozumiem, dlaczego wybierała właśnie takie rozwiązanie. W kuchni potrzebuję przede wszystkim światła. Kiedy rano przygotowuję śniadanie, lubię widzieć, co dzieje się za oknem. Długie, gęste firany nie zawsze się tu sprawdzają, szczególnie gdy parapet znajduje się tuż nad zlewem albo blatem.

Zazdrostka zasłania tylko część okna, dlatego nie przytłacza pomieszczenia. To dla mnie jej największa zaleta. Pozwala ozdobić szybę, ale nadal zostawia sporo miejsca na naturalne światło. Właśnie dlatego postanowiłam rozejrzeć się za taką firaneczką do swojej kuchni.

Nie przepadam za firankami z dużymi, kolorowymi nadrukami. Szybko mi się nudzą i trudno później dobrać do nich inne dodatki. Znacznie chętniej wybieram jasne tkaniny z subtelną ozdobą. Mogę wtedy zmieniać ściereczki, doniczki czy podkładki na stole, a dekoracja okna nadal pasuje do wszystkiego. Nie spodziewałam się, że na ideał trafię w Sinsay Home i to za 13 zł za sztukę.

Białe zazdrostki z Sinsay mają haftowane śnieżynki. Metalizowana nić dodaje im delikatnego blasku

Podczas zakupów w Sinsay Home znalazłam zestaw dwóch białych zazdrostek z połyskującym haftem śnieżynek. Wyglądają bardzo subtelnie. Z daleka widać przede wszystkim jasną tkaninę, a dopiero z bliska można dostrzec ozdobne wzory. Najbardziej spodobało mi się właśnie wykończenie haftu. Wykorzystano do tego metalizowaną nić, która nadaje śnieżynkom delikatny połysk. Wyobrażam sobie, jak ładnie może to wyglądać w słoneczny poranek, kiedy światło pada na firankę pod odpowiednim kątem.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Zestaw kosztuje 25,99 zł i zawiera dwie zazdrostki. W przeliczeniu wychodzi więc około 13 zł za jedną sztukę. To szczególnie wygodne rozwiązanie, gdy mamy w kuchni dwuskrzydłowe okno albo dwa mniejsze okna obok siebie. Każda zazdrostka ma 140 cm szerokości i 50 cm wysokości.

Każda z zazdrostek dostępnych w zestawie z Sinsay ma też tunel, dzięki któremu można zawiesić go na odpowiednim drążku. To praktyczne, bo nie wymaga dodatkowego marszczenia materiału za pomocą taśmy i żabek.

Białe firanki z haftem pasują nie tylko do świątecznej kuchni. Kilka dodatków wystarczy, żeby stworzyć przytulny wystrój na końcówkę jesieni i zimę

Kiedy wyobrażam sobie te zazdrostki w swojej kuchni, od razu widzę je w towarzystwie drewnianych dodatków. Jasna tkanina ładnie kontrastuje z ciepłym odcieniem drewna, dlatego nie potrzebowałabym wielu nowych ozdób. Na parapecie postawiłabym niewielką doniczkę z zieloną rośliną. Zieleń dobrze wygląda na tle bieli i sprawia, że zimowy haft nie dominuje całej aranżacji. Obok mogłaby stanąć prosta ceramiczna osłonka w kolorze kremowym.

Nie dobierałabym do śnieżynek kolejnych dekoracji z tym samym wzorem. Gdy na firance pojawia się haft, wolę pozostawić resztę dodatków gładką. Dzięki temu całość wygląda spokojniej. W kuchni z białymi szafkami takie zazdrostki mogłyby dodać trochę miękkości. Jasne fronty, płytki i sprzęty czasami sprawiają, że pomieszczenie wygląda dość surowo. Nawet niewielki fragment tkaniny przy oknie może to wizualnie zmienić.

To również może cię zainteresować: Mam mieszkanko malutkie jak skrytka, a ten sprytny regał zmieścił się koło kanapy. Pojemny, ma 3 poziomy i to bambus

Z kolei w kuchni z drewnianymi meblami postawiłabym na dodatki w kolorze naturalnego lnu, beżu i delikatnej zieleni. Nie trzeba od razu wprowadzać czerwieni i złota tylko dlatego, że zbliżają się święta. Na stole wystarczyłby jasny bieżnik albo kilka prostych podkładek. Do tego szklany wazon z gałązkami i zwykła ceramiczna misa na owoce.