Nie ukrywam, że uwielbiam plażowanie, ale jest jedna rzecz, która od zawsze skutecznie psuła mi ten relaks. Po godzinie spędzonej na słońcu zaczynałam szukać choćby skrawka cienia, a rozgrzany piasek i palące promienie sprawiały, że zamiast odpoczywać, tylko odliczałam czas do powrotu. W tym roku postanowiłam coś z tym zrobić i przed wyjazdem kupiłam namiot plażowy z tropikalnym motywem z Sinsay. Kosztował zaledwie 59,99 zł i już po pierwszym dniu nad morzem wiedziałam, że bez niego nie wyobrażam sobie kolejnych wakacji.
Na początku myślałam, że namiot plażowy będzie tylko ładnym dodatkiem. Okazał się najbardziej praktyczną rzeczą
Przed wyjazdem długo zastanawiałam się, czy taki namiot rzeczywiście ma sens. Widziałam podobne modele na plaży, ale wydawało mi się, że ich rozkładanie jest skomplikowane i zajmuje mnóstwo czasu. Nie chciałam nosić kolejnego dużego bagażu ani walczyć z konstrukcją przy silniejszym wietrze. Już po wyjęciu namiotu z Sinsay z pokrowca okazało się, że zupełnie niepotrzebnie się obawiałam. Namiot plażowy rozłożyłam dosłownie w kilka chwil. Bez instrukcji, bez nerwów i bez proszenia kogokolwiek o pomoc. To ogromna zaleta, szczególnie kiedy na plażę wybiera się tylko we dwójkę albo nawet samodzielnie.
Zobacz także:
Bardzo spodobał mi się też jego wygląd. Tropikalny motyw od razu przyciąga wzrok i świetnie wpisuje się w wakacyjny klimat. Zieleń liści sprawia, że namiot wygląda świeżo i zdecydowanie wyróżnia się spośród jednokolorowych modeli, które najczęściej widać na plaży. Już kilka osób przechodzących obok zwróciło na niego uwagę i pytało, gdzie go kupiłam. Największym zaskoczeniem było jednak to, ile miejsca daje w środku. Bez problemu zmieściłam ręczniki, torbę plażową i mogłam wygodnie usiąść w cieniu. Nie miałam poczucia, że chowam się w ciasnej budce. Wręcz przeciwnie – wnętrze okazało się bardzo komfortowe.
fot. sinsay.pl
W największy upał doceniłam go najbardziej. Wreszcie mogłam odpocząć bez uciekania przed słońcem
Największą zaletą namiotu jest oczywiście cień. Kiedy słońce zaczynało mocniej operować, wystarczyło usiąść w środku i od razu robiło się znacznie przyjemniej. Nie musiałam już gorączkowo przestawiać ręcznika ani szukać miejsca pod drzewami, których na wielu plażach po prostu nie ma. To rozwiązanie szczególnie spodobało mi się podczas dłuższego pobytu nad wodą. Zamiast wracać do hotelu po dwóch czy trzech godzinach, mogłam spokojnie zostać praktycznie cały dzień. Wystarczyło schować się na chwilę do namiotu, napić się wody i odpocząć od bezpośredniego słońca.
Szukasz wnętrzarskich inspiracji? To też może ci się spodobać: Wygląda jak designerski mebel za tysiące. W Jysk wyrwałam to dębowe cacko za bezcen. Do mojej małej kawalerki ideolo
Doceniłam również to, że namiot daje odrobinę prywatności. Bez problemu mogłam przebrać kostium kąpielowy albo spokojnie nałożyć krem z filtrem, nie martwiąc się, że robię to na środku zatłoczonej plaży. Takie drobiazgi naprawdę zwiększają komfort wypoczynku. Jeżeli na plażę wybierają się rodzice z dziećmi, taki namiot może okazać się jeszcze bardziej przydatny. Dzieci mogą chwilę odpocząć od słońca, pobawić się w cieniu albo zdrzemnąć, gdy temperatura staje się naprawdę wysoka.
Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak łatwo go przenosić. Po złożeniu praktycznie nie zajmuje miejsca
Przed zakupem obawiałam się jeszcze jednej rzeczy. Myślałam, że po złożeniu namiot będzie nieporęczny i trudno będzie go transportować razem z pozostałym plażowym wyposażeniem. Na szczęście okazało się zupełnie inaczej. Po złożeniu bez problemu zmieścił się do torby. Nie musiałam nieść go osobno ani kombinować, jak zapakować wszystkie rzeczy do samochodu. Dzięki temu dojście z parkingu na plażę było znacznie wygodniejsze, nawet z ręcznikami, wodą i torbą pełną przekąsek.
Cała konstrukcja jest lekka, dlatego nie stanowi dodatkowego obciążenia podczas spaceru po piasku. Dla mnie to ogromny plus, bo nie lubię zabierać na wakacje ciężkiego sprzętu, który później bardziej przeszkadza niż pomaga. Kilka razy przenosiłam namiot również w ciągu dnia, kiedy zmienialiśmy miejsce na plaży. Nie sprawiało to żadnego problemu, bo jego składanie i ponowne rozstawianie zajmuje naprawdę niewiele czasu.
To był najlepszy zakup przed wyjazdem. Za niecałe 60 zł zyskałam znacznie więcej komfortu
Dzisiaj wiem, że gdybym miała ponownie kompletować wakacyjny bagaż, namiot plażowy z Sinsay znalazłby się na samym początku listy. Za 59,99 zł dostałam produkt, który realnie poprawił komfort całego urlopu. Najbardziej doceniam połączenie praktyczności z wyglądem. Tropikalny wzór świetnie wpisuje się w letni klimat, a jednocześnie namiot spełnia wszystkie najważniejsze funkcje. Daje cień, zapewnia odrobinę prywatności, szybko się rozkłada i bez problemu mieści się w torbie.
To jeden z tych zakupów, których w ogóle nie planowałam, a który okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Zamiast męczyć się w pełnym słońcu, mogłam naprawdę odpocząć i cieszyć się każdą chwilą spędzoną nad wodą.Jeśli ktoś planuje urlop nad morzem, jeziorem albo nawet jednodniowe wypady na plażę, taki namiot zdecydowanie warto rozważyć. Ja przekonałam się, że czasami niewielki wydatek potrafi zrobić ogromną różnicę. Dzięki niemu tegoroczne wakacje były znacznie bardziej komfortowe, a ja zamiast walczyć z upałem mogłam po prostu cieszyć się letnim wypoczynkiem.

Obserwuj nas na Google







