Do świąt zostało jeszcze trochę czasu, ale w drogeriach już zaczyna się prawdziwe szaleństwo na punkcie kalendarzy adwentowych. Przyznam, że mam do nich słabość, szczególnie gdy zamiast kolejnych czekoladek można codziennie odkrywać nowy kosmetyk. Tym razem moją uwagę przyciągnęła nowość z Hebe, która wygląda jak pudełko prezentowe prosto z bajkowej fabryki Świętego Mikołaja. Intensywny róż, złote zdobienia i urocze dziadki do orzechów robią wrażenie jeszcze przed otwarciem pierwszego okienka. A kiedy zobaczyłam, jakie marki ukryto w środku, zaczęłam poważnie zastanawiać się, czy wytrzymam z rozpakowywaniem do grudnia.

Zamiast czekoladek wolę kosmetyczne niespodzianki. Kalendarze adwentowe to mój mały grudniowy rytuał

Pamiętam czasy, kiedy kalendarz adwentowy oznaczał kartonowe pudełko z 24 czekoladkami. Człowiek czekał na grudzień, a potem i tak podjadał słodycze z kilku okienek naraz. Dzisiaj kalendarze wyglądają zupełnie inaczej, a wersje kosmetyczne potrafią być prawdziwą gratką dla miłośniczek pielęgnacji.

Zobacz także:

Najbardziej podoba mi się możliwość testowania produktów, po które normalnie nie sięgnęłabym w drogerii. Czasem ze względu na cenę, a innym razem dlatego, że zwyczajnie nie znam danej marki.

To również świetny pomysł na prezent. Zamiast kupować jeden drogi kosmetyk, można podarować komuś całe pudełko niespodzianek. I nie trzeba nawet pakować go w ozdobny papier, bo niektóre kalendarze same wyglądają jak małe dzieła sztuki.

fot. hebe.pl

Kalendarz adwentowy Hebe wygląda jak różowa szkatułka. Kosztuje 339 zł, a jego zawartość jest warta 870 zł

Hebe Beauty Advent Calendar 2026 od razu wyróżnia się wyglądem. Duże pudełko utrzymano w odcieniach fuksji, bordo i złota. Na froncie widać dziadki do orzechów, błyszczące bombki i prezenty sunące po fantazyjnej taśmie niczym w świątecznej fabryce.

Po otwarciu opakowanie rozkłada się na dwie części, odsłaniając 24 ponumerowane okienka. Całość przypomina elegancką świąteczną dekorację, którą aż szkoda chować do szafki.

Ale najciekawsza jest cena. Kalendarz kosztuje 339 zł, podczas gdy łączną wartość produktów Hebe wycenia na 870 zł. Różnica wynosi aż 531 zł! Oczywiście to porównanie z deklarowaną wartością poszczególnych kosmetyków, a nie gwarantowana oszczędność na każdych zakupach.

W środku znalazły się zarówno większe pojemności kosmetyków, jak i miniatury oraz akcesoria do makijażu. Dzięki temu można przetestować sporo różnych produktów bez kupowania każdego osobno.

Perfumy Coach i arabskie, maskara Gosh i kosmetyki Bioderma. W kalendarzu Hebe ukryto prawdziwe perełki

Lista zawartości zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie niż samo opakowanie. Szczególnie spodobał mi się wybór produktów zapachowych. W kalendarzu znajdziemy między innymi miniaturę perfum Coach Wild Rose o pojemności 4,5 ml, a także wody perfumowane Gulf Orchid Sweet Heaven i Maison Asrar Vanilla Voyage.

Miłośniczki makijażu również mają na co czekać. Hebe przygotowało tusz do rzęs Gosh Copenhagen Celebration Black, kremowy róż, rozświetlacz w odcieniu Champagne, kredkę do oczu i pędzel do makijażu.

Nie zabrakło też pielęgnacyjnych cacek. Są między innymi kultowy krem Embryolisse Lait-Crème Concentré, woda micelarna Bioderma Sensibio H2O, nawilżający koktajl Nacomi oraz serum kolagenowe Uzdrovisco Gardenia. Do tego maska hydrożelowa Faceboom, krem do rąk Alma K i zimowe kosmetyki Yope.

To również może cię zainteresować: Od prawie 10 lat to moje TOP perfumy na jesień i zimę. Nuty kawy i wanilii otulają jak kaszmirowy szal

Podoba mi się, że zawartość nie ogranicza się do jednego rodzaju produktów. Jednego dnia można odkryć produkt do makijażu, drugiego nowy zapach, a kolejnego kosmetyk do wieczornej pielęgnacji.

Ja najchętniej już postawiłabym tę różową szkatułkę na toaletce i codziennie otwierała jedno okienko, nie czekając na Adwent.