W mojej kuchni zawsze najwięcej dzieje się przy oknie. Rano stawiam tam kubek z kawą, później zaglądam, czy nie trzeba podlać kwiatów, a wieczorem zapalam małą lampkę. Lubię, kiedy ta część pomieszczenia wygląda schludnie i przytulnie. Nie przepadam jednak za ciężkimi zasłonami, które zabierają światło i utrudniają dostęp do parapetu. To dlatego od dawna mam słabość do zazdrostek. Kojarzą mi się z kuchnią mojej babci, ale wcale nie muszą wyglądać staroświecko. Wystarczy odpowiedni wzór i kilka prostych dodatków, żeby nabrały zupełnie innego charakteru. Szczególnie jesienią, kiedy za oknem coraz częściej jest szaro, a ja mam ochotę wprowadzić do domu trochę cieplejszych kolorów.

Zazdrostki wracają do kuchennych okien i wcale nie wyglądają staromodnie. Jesienią mają jedną dużą zaletę

Pamiętam, że u mojej babci w kuchennym oknie zawsze wisiały krótkie firany. Nie zasłaniały całej szyby, dzięki czemu w pomieszczeniu było jasno, ale jednocześnie sprawiały, że okno nie wyglądało pusto. Kiedyś uważałam takie dekoracje za coś, co pasuje wyłącznie do starszych mieszkań. Dzisiaj patrzę na nie zupełnie inaczej.

Zobacz także:

Zazdrostki są świetnym rozwiązaniem do kuchni, w której zależy nam na naturalnym świetle. Zajmują tylko część okna, więc nie przytłaczają pomieszczenia. Szczególnie dobrze sprawdzają się tam, gdzie pod oknem znajduje się zlew albo blat roboczy. Długie firanki w takim miejscu bywają po prostu niewygodne. Mogą przeszkadzać podczas mycia naczyń, zahaczać o stojące na parapecie przedmioty i wymagać częstego poprawiania. Krótka dekoracja pozwala tego uniknąć.

Jesienią lubię też, kiedy przez okno widać zmieniające się drzewa. Nie chciałabym zasłaniać całego widoku grubą tkaniną. Wolę delikatne przesłony, które dodają wnętrzu charakteru, ale pozwalają nadal patrzeć na ogród czy podwórko. Oczywiście zazdrostka nie zapewni takiej prywatności jak roleta. Jeżeli okno wychodzi bezpośrednio na chodnik, warto pomyśleć o dodatkowej osłonie. Sama traktuję krótką firankę przede wszystkim jako dekorację.

Najładniej wyglądają moim zdaniem modele z subtelnym haftem. Właśnie dlatego zainteresowały mnie zazdrostki, które znalazłam w Sinsay. Mają spokojną kolorystykę, jesienny wzór i wykończenie jak z drogiego sklepu.

Zazdrostki z Sinsay kosztują 25,99 zł za komplet dwóch sztuk. Haftowane dynie i metalizowana nić wyglądają uroczo

W Sinsay wypatrzyłam zestaw dwóch zazdrostek z haftowanym motywem dyń. Od razu zwróciłam uwagę na jasną tkaninę i niewielkie dekoracje rozmieszczone wzdłuż dolnej części firanki. Każda z firan ma 140 cm szerokości i 50 cm wysokości. To dość niski model, który można wykorzystać w kuchennym oknie, szczególnie jeśli chcemy ozdobić jego środkową lub dolną część.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Komplet dwóch sztuk kosztuje 25,99 zł, czyli około 13 zł za jedną zazdrostkę. Najbardziej spodobał mi się w niej haft. Na jasnym materiale widać małe dynie wykonane delikatną, połyskującą nicią. Ich kontury mają stonowany odcień, dzięki czemu dekoracja pasuje również do spokojniejszych wnętrz.

Metalizowana nić dodaje wzorowi subtelnego blasku. W dziennym świetle haft może wyglądać nieco inaczej niż wieczorem, kiedy zapalimy lampkę nad kuchennym blatem. To drobiazg, ale właśnie takie szczegóły lubię w domowych tekstyliach. Ciekawie prezentuje się również dolne wykończenie. Brzeg nie jest całkiem prosty, lecz tworzy delikatne fale podkreślone dekoracyjną linią.

Zazdrostki z Sinsay wyposażono w tunel, dzięki któremu można nasunąć tkaninę na odpowiedni drążek. To rozwiązanie szczególnie lubię, ponieważ nie wymaga przypinania wielu żabek. Wystarczy dobrać drążek pasujący do szerokości tunelu i rozłożyć materiał tak, żeby ładnie się układał.

Haftowane zazdrostki pięknie wyglądają z drewnem i ceramiką. Tak urządziłabym jesienne okno bez dużych wydatków

Kiedy patrzę na te zazdrostki, od razu wyobrażam sobie kuchnię z drewnianym blatem i jasnymi szafkami. Nie potrzebowałabym wielu dodatkowych ozdób, ponieważ haftowane dynie same wprowadzają jesienny nastrój.

Na parapecie postawiłabym niewielką ceramiczną doniczkę z ziołami. Rozmaryn albo tymianek dobrze komponowałyby się z naturalną kolorystyką firanki. Zielone listki dodałyby trochę życia, a całość nadal wyglądałaby spokojnie. Obok mogłaby stanąć mała dekoracyjna dynia. Wybrałabym jednak model w kolorze kremowym lub jasnobeżowym. Intensywnie pomarańczowe ozdoby zostawiłabym do innej aranżacji, ponieważ nie chciałabym odwracać uwagi od delikatnego haftu.

Bardzo podoba mi się również pomysł połączenia takich zazdrostek z wiklinowym koszykiem. Można przechowywać w nim drobne kuchenne akcesoria albo serwetki. Naturalna plecionka pasowałaby do jesiennego charakteru dekoracji. W kuchni z białymi szafkami postawiłabym na dodatki w odcieniu ciepłego drewna. Deska oparta o ścianę, ceramiczny dzbanek i niewielka taca wystarczyłyby, żeby okno wyglądało przytulniej.

Z kolei w kuchni z ciemniejszymi meblami wykorzystałabym jasny kolor zazdrostek do rozświetlenia przestrzeni. Kremowa tkanina mogłaby stworzyć przyjemny kontrast z brązowymi frontami i czarnymi uchwytami.

To również może cię zainteresować: Poszłam do Dino po chleb, a wróciłam z borokrzemowym szkłem. Bursztynowy kolor i giga pojemność mnie kupiły

Po sezonie takie zazdrostki można zdjąć i schować do następnej jesieni. Wcześniej warto wyprać je zgodnie z zaleceniami na metce, szczególnie ze względu na haft i metalizowaną nić. Dzięki temu dekoracyjne wykończenie ma większą szansę zachować ładny wygląd.