Jesienią zupełnie zmienia się moje podejście do oświetlenia mieszkania. Zamiast jednego mocnego światła coraz częściej wybieram kilka mniejszych punktów, dzięki którym wieczorem salon i sypialnia stają się znacznie przytulniejsze. Ostatnio brakowało mi właśnie niewielkiej lampki, którą mogłabym postawić na komodzie lub stoliku. Nie chciałam jednak wydawać na nią dużej kwoty. Podczas zakupów znalazłam model, który ceną kompletnie nie pasuje do swojego efektownego wyglądu.
Jesienią nie zawsze mam ochotę włączać żyrandol. Wolę delikatne światło w kilku miejscach
Gdy jesień zbliża się wielkimi krokami, a dni zaczynają robić się krótsze, znacznie częściej zwracam uwagę na to, jak oświetlone jest moje mieszkanie. Latem długo korzystam z naturalnego światła, natomiast we wrześniu, październiku i listopadzie już późnym popołudniem robi się ciemno. Wtedy główny żyrandol nie zawsze jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem.
Zobacz także:
Mocne światło z sufitu przydaje mi się podczas sprzątania czy pracy, ale kiedy wieczorem chcę odpocząć, zdecydowanie wolę coś łagodniejszego. W sypialni szczególnie zależy mi na spokojnej atmosferze przed snem. Podobnie jest w salonie, gdy oglądam film, czytam albo po prostu siedzę na kanapie z kubkiem herbaty.
Właśnie dlatego zaczęłam rozglądać się za niewielką lampką. Chciałam ustawić ją na stoliku lub komodzie i włączać zamiast dużego żyrandola. Zależało mi jednak również na wyglądzie. Skoro lampa przez cały dzień stoi na widoku, może przecież pełnić funkcję dekoracji nawet wtedy, gdy nie jest włączona.
W Pepco znalazłam lampkę za 20 zł. „Złota” oprawa i kryształki wyglądają bardzo efektownie
Idealny egzemplarz znalazłam w Pepco. Ta lampa od razu zwróciła moją uwagę, ponieważ mocno wyróżniała się spośród prostych modeli z klasycznymi abażurami. Dopiero później spojrzałam na cenę i zobaczyłam, że kosztuje zaledwie 20 zł. Przy takim wyglądzie spodziewałam się znacznie wyższej kwoty.
Lampka ma około 30 cm wysokości oraz 19,5 cm średnicy, więc nie zajmuje dużo miejsca. Dzięki temu zmieści się nawet na niewielkim stoliku nocnym czy węższej komodzie. Jej najbardziej charakterystycznym elementem jest dekoracyjna oprawa. Smukła podstawa ma „złote” wykończenie, natomiast abażur tworzą cienkie, gęsto ułożone pionowe nitki.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Największe wrażenie robi jednak środek. Pod abażurem znajduje się kilka rzędów przezroczystych kryształków, które układają się w niewielką kaskadę. Łapią światło i sprawiają, że całość wygląda znacznie bardziej dekoracyjnie. W połączeniu ze „złotą” podstawą daje to lekko pałacowy efekt, ale sama konstrukcja jest na tyle delikatna, że nie wygląda ciężko.
Za taką cenę szczególnie podoba mi się to, że dostaję jednocześnie dodatkowe źródło światła i ozdobę. Lampkę można postawić w sypialni, salonie, a nawet na konsoli w przedpokoju i w każdym z tych miejsc będzie przyciągała wzrok.
Jedna lampka to dla mnie za mało. Kilka małych punktów świetlnych robi cały klimat
Przytulnego efektu nie próbuję jednak budować za pomocą jednej lampy. Jesienią znacznie lepiej sprawdza mi się kilka niewielkich źródeł światła rozmieszczonych w różnych częściach pomieszczenia. Dzięki temu nie muszę wieczorem oświetlać całego salonu, jeśli siedzę tylko w jednym jego miejscu.
To również może cię zainteresować: Mam mikrosalon, a ten dębowy stolik wpasował się jak na wymiar. To mój najlepszy łup z wyprzedaży Jysk
Obok kanapy dobrze sprawdza się lampa podłogowa, na komodzie może stanąć niewielka lampka stołowa, a regał można uzupełnić delikatną girlandą LED. Jesienią chętnie dokładam do tego lampiony i świece. Nie chodzi o to, żeby wszystkie te elementy świeciły jednocześnie. Po prostu lubię mieć możliwość wyboru światła zależnie od tego, co akurat robię.

Obserwuj nas na Google







