Jesienią większość wieczorów spędzam w domu. Lubię okryć się miękkim kocem, zrobić coś ciepłego do picia i wygodnie się ułożyć. Wiele osób pewnie pomyśli, że najlepszym miejscem do takiego odpoczynku jest kanapa, ale u mnie wygląda to trochę inaczej. W salonie muszę mieć duży, wygodny fotel, bo właśnie na nim odpoczywa mi się najlepiej. Mój dotychczasowy był już mocno zużyty, więc zaczęłam szukać jego następcy.

Fotel z Homla wygląda jak wielka miękka poducha. Nietypowa konstrukcja od razu odróżnia go od klasycznych modeli

Przeglądając internet, natknęłam się na fotel Lykke z Homla. To model modułowy, który można połączyć z innymi elementami tej samej kolekcji i w ten sposób stworzyć większą sofę. Mnie jednak interesował wyłącznie fotel. Moja kanapa nadal dobrze się sprawuje i nie zamierzam jej wymieniać, za to dotychczasowy fotel był już mocno wysłużony. Spodobało mi się, że mogę kupić jeden moduł i wykorzystać go jako osobne siedzisko.

Zobacz także:

Sam fotel zupełnie nie przypomina klasycznych modeli, które do tej pory miałam w salonie. Nie ma twardej ramy ani typowego stelaża, a jego konstrukcję tworzy elastyczna pianka. Jest niski, szeroki i masywny, przez co wygląda trochę jak wielgachna poducha z oparciem. Taka forma od razu przypadła mi do gustu, bo właśnie czegoś miękkiego i wygodnego szukałam do swojego kącika wypoczynkowego.

Fotel ma 73 cm szerokości, 88 cm głębokości i 73 cm wysokości. Nie jest to zatem niewielki mebel, tylko naprawdę potężny fotel, w którym można porządnie się rozsiąść. Maksymalne obciążenie wynosi 80 kg, więc przed zakupem warto wziąć ten parametr pod uwagę.

Do zakupu ostatecznie przekonała mnie promocja w Homli. Regularnie fotel kosztuje 599 zł, a teraz jego cena spadła do 329 zł, więc w kieszeni zostaje aż 270 zł. Przy takiej obniżce nie zastanawiałam się długo i szybko złożyłam zamówienie. Zdziwiłam się, gdy fotel do mnie dotarł, ponieważ po rozpakowaniu stopniowo odzyskuje swoją objętość. Początkowo osiąga około 80% docelowego kształtu, a na pełne rozprężenie producent zaleca dać mu 72 godziny.

fot. homla.com.pl

Sztruksowy fotel do salonu ma fakturę, która robi całą robotę. Dzięki niej prosta bryła nabiera charakteru

Druga rzecz, która spodobała mi się w tym fotelu, to tapicerka. Została wykonana z poliestru i ma bardzo wyraźną sztruksową strukturę. Pionowe prążki są dobrze widoczne i sprawiają, że nawet przy bardzo prostej bryle coś się tutaj dzieje.

Lubię takie materiały szczególnie jesienią. Sztruks wizualnie kojarzy mi się z czymś miękkim i przytulnym, dlatego dobrze odnajduje się obok koców, poduszek czy grubszego dywanu. Przy takiej fakturze nie potrzeba już wielu dodatkowych ozdobników. Sam materiał wystarczająco mocno zaznacza obecność fotela w salonie.

Przy takiej tapicerce warto jednak pamiętać o regularnym odkurzaniu. Producent zaleca używanie miękkiej szczotki do tapicerki, a niewielkie zabrudzenia można usuwać wilgotną ściereczką bez mocnego pocierania. Po czyszczeniu fotel powinien wyschnąć w dobrze wentylowanym miejscu. To proste zasady, ale przy charakterystycznych prążkach wolę się ich trzymać, żeby materiał jak najdłużej dobrze wyglądał.

Zerknij też na hit z Jysk: Ciepły kocyk i światło świecy to mój przepis na jesienny wieczór. Tę ogromną latarnię z JYSK dorwałam za 75 zamiast 129 zł 

Fotel modułowy występuje w trzech spokojnych kolorach. Ja wybrałam piaskowy beż do mojego salonu

Do wyboru są trzy stonowane warianty kolorystyczne: beż oraz dwa odcienie szarości, jaśniejszy i znacznie ciemniejszy. Wszystkie są na tyle neutralne, że łatwo znaleźć dla nich miejsce w salonie bez zmieniania połowy wyposażenia.

Ja zdecydowałam się na beż. Dla mnie to taki spokojny, piaskowy odcień, który dobrze wygląda przy naturalnych kolorach i nie przytłacza dużej bryły fotela. Przy meblu o takich gabarytach miało to dla mnie znaczenie. Mocna barwa mogłaby zdominować kącik wypoczynkowy, a tego chciałam uniknąć.

Piaskowy beż łatwo połączyć z kremem, ciepłą bielą, brązem i drewnem. Pasują do niego również oliwkowe czy karmelowe dodatki, więc jesienią można zmienić charakter całego kącika właściwie samymi tekstyliami. Wystarczy koc i jedna poduszka, żeby zrobiło się jeszcze przytulniej. Szarości widziałabym natomiast w chłodniejszych i bardziej nowoczesnych wnętrzach.