Jesienią mam zdecydowanie większą ochotę na wieczory spędzane w domu. Lubię wtedy zgasić główne światło, zrobić sobie herbatę i odpocząć w salonie przy delikatnym oświetleniu. Nie przepadam jednak za ustawianiem kolejnych klasycznych lampek, bo na komodach i stolikach też przecież trzeba zostawić trochę wolnego miejsca. Coraz bardziej podobają mi się za to dekoracje, które w ciągu dnia cieszą oko, a po zmroku tworzą przytulny nastrój. Ostatnio w Sinsay trafiłam właśnie na coś takiego i od razu znalazłam dla tego drobiazgu miejsce w swoim salonie.

Świecące kwiaty z Sinsay wyglądają jak dmuchawce obsypane iskierkami. Za 15,99 zł kupiłam sobie bajkową dekorację

Przeglądając nowości w Sinsay, natknęłam się na ozdobne gałązki, które od razu przyciągnęły moją uwagę. Zamiast zwyczajnych kwiatów mają delikatne, białe ozdoby przypominające płatki, a pomiędzy nimi cienkie włókienka rozchodzące się promieniście na wszystkie strony. Wyglądają trochę jak puszyste dmuchawce, które ktoś postanowił zamienić w świetlną dekorację. Najładniej prezentują się oczywiście po zapaleniu.

Zobacz także:

Bardzo spodobało mi się również to, że gałązki można po prostu wstawić do ulubionego wazonu. Nie trzeba kupować specjalnej lampy ani szukać dodatkowego miejsca na kolejny duży przedmiot. Wystarczy naczynie, które już stoi na komodzie, żeby stworzyć zupełnie inną dekorację.

Za świecące kwiaty z Sinsay zapłaciłam 15,99 zł. Na początek kupiłam jeden zestaw, ale coraz bardziej kusi mnie, żeby dokupić jeszcze kilka gałązek i stworzyć większy, bardziej rozłożysty bukiet. Szczególnie pięknie wyobrażam go sobie w prostym ceramicznym wazonie, gdzie cała uwaga skupia się właśnie na rozświetlonych kwiatach.

Muszę się jednak pospieszyć, bo na stronie Sinsay widnieje już informacja o ostatnich sztukach. Sama nie zamierzam długo odkładać kolejnego zamówienia. Osobom, które lubią takie nietypowe świetlne ozdoby, również polecam zerknąć na tę dekorację, zanim zniknie ze sprzedaży.

fot. sinsay.com

Kwiaty LED mają 20 punktów świetlnych i ciepłą barwę. Dzięki bateriom nie trzeba szukać miejsca przy gniazdku

W tych świecących gałązkach podoba mi się również to, że nie potrzebują żadnego kabla ciągnącego się przez pół pokoju. Działają na dwie baterie AA, więc mogę ustawić je tam, gdzie akurat najbardziej mi pasują. Warto tylko pamiętać, żeby dokupić baterie osobno, ponieważ nie ma ich w zestawie.

Dekoracja została wyposażona w 20 punktów LED, które emitują ciepłe światło. To właśnie taką barwę najbardziej lubię wieczorami. Nie jest chłodna ani zbyt intensywna, tylko przyjemnie rozświetla najbliższe otoczenie. Dzięki temu kwiaty sprawdzą się jako nastrojowy dodatek, chociaż oczywiście nie zastąpią lampki potrzebnej do czytania.

Ciekawie prezentują się też ich wymiary. Cała dekoracja ma 30 x 30 x 68 cm, więc nie jest maleńkim bukiecikiem, który zniknie gdzieś pomiędzy pozostałymi ozdobami. Przy takiej wysokości gałązki mają szansę ładnie wyeksponować się w wazonie, szczególnie jeśli ustawimy je na komodzie lub stoliku.

Zerknij też na ten gadżet z Lidla: Buty przy kaloryferze zawsze schły wieki. Teraz mam sprzęcior z Lidla, który suszy je w mig. 5 dyszek, a jaka wygoda

Świecące gałązki z Sinsay cieszą się dużym zainteresowaniem. Klienci wystawili im średnio 4,5 na 5 gwiazdek

O popularności tych świecących kwiatów świadczą nie tylko szybko znikające egzemplarze, ale również opinie widoczne na stronie Sinsay. Jest ich już 24, a średnia ocen wynosi 4,5 na 5 gwiazdek. Wśród opinii możemy przeczytać między innymi:

Super ozdoba, ślicznie świecą i nadają klimat. Warte zakupu.

Te gałązki tworzą przytulną atmosferę w pokoju.

Po zapaleniu wyglądają cudnie.

Cieszę się, że nie tylko mnie spodobał się pomysł na taką nietypową dekorację. Teraz pozostaje mi zdecydować, ile dodatkowych gałązek zamówię, żeby mój świetlny bukiet prezentował się jeszcze okazalej.