Przed Bożym Narodzeniem zwykle mam ochotę udekorować każdy wolny kąt mieszkania. Problem w tym, że nie przepadam za ozdobami obsypanymi brokatem, wielkimi kokardami i sztucznym śniegiem. Wolę spokojniejsze kompozycje, które pasują do drewnianych mebli, jasnych ścian i kremowych dodatków.

WIDEO…

player placeholder

Ostatnio zaczęłam rozglądać się za czymś, co mogłabym zawiesić nad komodą w salonie. Zależało mi na dekoracji, która będzie ładnie wyglądała również w ciągu dnia, bez włączonego oświetlenia. Właśnie wtedy natrafiłam na świąteczną propozycję Sinsay. Najpierw zwróciłam uwagę na jej naturalny charakter, a później zainteresowała mnie cena.

Wieniec świąteczny z Sinsay wygląda jak z pracowni florystycznej. Gałązki, szyszki i zielone igliwie robią cały efekt

Najbardziej spodobała mi się jego nieco nieregularna kompozycja. Zamiast idealnie symetrycznego koła z identycznymi ozdobami mamy tutaj brązową obręcz przypominającą splecione gałązki. Widać ich drobne rozgałęzienia, które nadają całości rustykalnego charakteru. Dolną część wieńca zdobią zielone gałązki przypominające igliwie różnych roślin. Są ułożone luźno, dzięki czemu dekoracja wygląda lekko, a nie jak zbita kula sztucznej zieleni. Niektóre pędy delikatnie wystają poza obręcz, tworząc ciekawy, przestrzenny efekt.

Zobacz także:

Szczególnie podobają mi się szyszki umieszczone na dole kompozycji. Mają brązową barwę i jasne akcenty na łuskach, które przypominają delikatne oprószenie śniegiem. Pięknie kontrastują z zielenią, ale nie dominują całej ozdoby.

To właśnie takie szczegóły sprawiają, że wieniec wygląda jak przygotowany przez florystkę. Nie oznacza to jednak, że wszystkie jego elementy są naturalne. To gotowa dekoracja stylizowana na kompozycję z prawdziwych roślin. Podoba mi się również otwarty środek obręczy. Dzięki niemu wieniec nie zasłania całej ściany i można wyeksponować go nawet w niewielkim pomieszczeniu.

sinsay
fot. sinsay.pl

Wieniec LED z Sinsay kosztuje tylko 27,99 zł. Ma około 33 cm i świeci ciepłym, złocistym blaskiem

W Sinsay znalazłam świąteczny wieniec dekoracyjny LED za 27,99 zł. Jego wymiary wynoszą około 33 × 5,5 × 32 cm. Nie jest więc maleńką ozdobą, którą trzeba oglądać z bliska, ale dekoracją wystarczająco dużą, żeby zawiesić ją nad komodą czy na ścianie w przedpokoju. 

Najbardziej zaciekawiło mnie jednak wbudowane oświetlenie. Drobne punkty LED rozmieszczono wśród gałązek oraz na górnej części obręczy. Emitują ciepły, żółtawy blask, który pięknie podkreśla strukturę dekoracji. Takie światełka nie mają zastępować głównej lampy w pokoju. Ich zadaniem jest stworzenie przyjemnej atmosfery podczas długich, zimowych wieczorów. Szczególnie efektownie mogą wyglądać wtedy, kiedy w salonie zapalone są tylko niewielkie lampki.

Szukasz ciekawych dodatków aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Teściowa znów stawia na tandetne ozdóbki. Ja wyhaczyłam elegancki wieniec jak spod rąk florystki, a tańszy od plastiku

Dużą zaletą jest dla mnie możliwość zawieszenia ozdoby bez przeciągania przewodu do gniazdka. Wieniec jest oferowany wyłącznie online, dlatego nie należy szukać go na półkach stacjonarnych sklepów Sinsay. 

Gdzie zawiesić świąteczny wieniec z Sinsay? Nad komodą i lustrem będzie wyglądał przepięknie

Swoją dekorację najchętniej umieściłabym nad komodą w salonie. Pod spodem ustawiłabym ceramiczny wazon z pojedynczą gałązką świerku oraz dwa niewielkie świeczniki LED. Nie dodawałabym kolejnych kolorowych ozdób, ponieważ sam wieniec ma wystarczająco dużo ciekawych detali.

W przedpokoju świetnie prezentowałby się nad konsolą albo obok lustra. Ciepłe światło mogłoby odbijać się w tafli szkła, tworząc dodatkowy efekt dekoracyjny. W takim miejscu warto zadbać o stabilne mocowanie, żeby ozdoba nie przesuwała się przy otwieraniu drzwi.

Podoba mi się również pomysł wykorzystania wieńca w sypialni. Na tle jasnej ściany, obok lnianych zasłon i drewnianych dodatków, wyglądałby subtelnie i przytulnie. Nie wieszałabym go natomiast na nieosłoniętych drzwiach zewnętrznych bez potwierdzenia odporności na wilgoć. Po świętach schowałabym dekorację do pudełka, starając się nie przygnieść wystających gałązek. Dzięki temu łatwiej będzie zachować jej kształt na kolejny sezon.